niedziela, 19 marca 2023

Gra w zielone

 Czy ktoś tu jeszcze pamięta na czym polega gra w zielone?

Wzmianki o grze „w zielone” lub „w trawkę” pojawiają się w poezji miłosnej już w okresie baroku. Według Hieronima Morsztyna grę tę zaliczano do ulubionych zabaw wiosennych na polskich dworach.
A tak swą grę opisywał Antoni Słonimski w wierszu o tym samym tytule.
 

Gra w zielone

Czy masz zielone? — Nigdy go nie zapominam...

A ty czy masz je? — Zawsze je na piersi noszę...

Wiem, jakie lubisz liście, zobacz tedy proszę.

Co dzień oto bez świeży w butonierkę wpinam.

 

Kochasz mnie jako wprzódy? Nicżeś nie zmieniona?

Nie zapomnisz mnie nigdy? — Nigdy nie zapomnę!

— Dziś o pamięć nie prosisz, oczy spuszczasz skromne

I chociaż nic nie mówisz, wiem... już gra skończona...

 

Lecz nie masz zielonego — wszak już dzisiaj pomnę,

Gdyś prosiła o pamięć, rzekłem: nie zapomnę...

I do końcam na piersiach nosił liść zielony.

 

Dzisiaj zbędny odpinam — zakład nasz skończony...

Owa gra osobliwa, w której bardziej bywa

Smutnym wygrywający niż ten, co przegrywa.




O grze w zielone pisali również: Jan Andrzej Morsztyn,  Wespazjan Kochowski oraz Kasper Twardowski w Lekcyjach Kupidynowych . Pisał i śpiewał Wojciech Młynarski.
Na czym ona polegała? 
Osoba uczestnicząca w grze miała okazać zielony przedmiot (często zielony liść) na wezwanie. Jeśli tego nie uczyniła, to przegrywała. A zakladano się o różne fanty. O wartościowe przedmioty, o cukierki, o buziaki...
Chłopcy często pragnęli zaskoczyć pannę z rana, tak aby żadnego zielonego przy sobie zaspana jeszcze nie miała. W grę w zielone przeważnie grano na wiosnę, kiedy już się zazieleniło. Nowa pora roku sprzyjała przecież kojarzeniu par. 
A ty? Znasz tę grę? Grasz w zielone?











 






poniedziałek, 13 marca 2023

Dzika kobieta, baśnie i okolica

 O wielorakim znaczeniu baśni długo by opowiadać. Jako młoda dziewczyna kupiłam w Empiku książkę Clarissy Pincoli Estes pod tytułem "Bięgnąca z wilkami". Wywarła ona na mnie bardzo duże wrażenie i od tego czasu zawsze w opowieściach szukałam jakiegoś ukrytego znaczenia. W książce jest opisanych kilka baśni min.: „Dziewczynka z zapałkami”, „Brzydkie kaczątko”, „Czerwone trzewiczki” czy „ Baśń o Sinobrodym”. Jest też baśń o Wasylisie Mądrej w niektórych wersjach czytałam o Wasylisie Pięknej. Pozwolę sobie opisać ją swoimi słowami i zinterpretować po swojemu. To historia o dziewczynce, która od umierającej matki otrzymała błogosławieństwo i dar w postaci ożywionej laleczki. Kiedy jej ojciec przestał już opłakiwać matkę, poznał nową kobietę i się z nią ożenił. Macocha Wasylisy miała dwie córki nieco starsze od niej. I zawsze kiedy ojciec, który był kupcem, wyruszał w nową podróż żeby kupić lub sprzedać swoje towary, bardzo źle ją traktowały. Wasylisa wykonywała najcięższą pracę i nikt się nawet nie zatroszczył, czy miała co jeść czy nie. W jej trudnym losie pomagała jej zawsze laleczka. Czas mijał Wasylisa była coraz  piękniejsza i w miasteczku było wielu zalotników, którzy chcieli ją za żonę. Ale macocha wszystkich przeganiała mówiąc, że w pierwszej kolejności mają wyjść za mąż jej córki. Zezłoszczone na Wasylisę, że nikt ich nie chce córki i ich matka postanowiły, że wszystkie razem wyjadą daleko w las, gdzie miały starą chatkę. Krążyły słuchy, że w głębokiej dąbrowie żyje Baba Jaga, więc macocha i jej córki obmyśliły plan jak się pozbyć Wasylisy. Specjalnie zgasiły płomień w piecu i lampach i wysłały ją w las po ogień. Nieświadoma niczego Wasylisa wkroczyła w zaczarowany las, a kiedy szła minął ją z początku jeździec na białym koniu, potem czerwonym. Kiedy dotarła do chaty Baby Jagi minął ją czarny jeździec na czarnym koniu i wjechał do chaty. Wasylisa zaczęła się bać, ale miała ze sobą przecież laleczkę i błogosławieństwo od mamy.  Starucha była okropna i już na samym początku oznajmiła,  że ogień może jej dać jeśli na niego sobie zapracuje, a jak tego nie zrobi, to ją zje. Wasylisa przyzwyczajona do cieżkiej pracy, wybrała pracę, zresztą miała ze sobą laleczkę do pomocy. Każdego wieczoru, gdy wiedźma miała wrócić na noc, do chaty wjeżdżał jeździec na czarnym koniu. Baba Jaga jak gdyby nigdy nic jadła, co jej Wasylisa przygotowała, zlecała pracę na kolejny dzień i szła spać.  Trzeciej nocy, kiedy czarownica wróciła w swym czarodziejskim kotle do domu, Wasylisa zapytała o trzech jeźdźców, a wiedźma powiedziała, że to jest kolejno dzień, zachód słońca i noc. Wasylisa zarządała też ognia. Baba Jaga początkowo nie chciała jej puścić, aż zdesperowana dziewczyna, zagroziła, że odchodzi, bo ma błogosławieństwo matki i zaczarowaną lalkę od niej i jest jej już wszystko jedno. Kiedy Baba Jaga to usłyszała, zaczęła ją samą wypędzać z chaty na kurzej łapce. I  jeszcze krzyknęła, że nie chce żadnych błogosławieństw w jej domu! Zaraz jednak zatrzymała ją i dała ogień  na drogę w latarni zrobionej z czaszki. Powiedziała przy tym, że przecież na niego zapracowała. 

Dziewczyna poszła w las a po drodze znów spotkała jeźdźców czarnego, białego i czerwonego. Gdy dotarły do starej chaty, macocha i przybrane siostry udały, że się cieszą. Czarodziejski płomień z latarni - czaszki tak zaczął się jarzyć, że spłoneły wszystkie trzy. Biedna dziewczyna udała się do miasta gdzie był jej rodzinny dom, ale nie miała do niego klucza, błąkała się po ulicach, aż przygarnęła ją staruszka. Wasylisa chciała jej się odwdzięczyć, więc poprosiła o przędzę i utkała tkaninę, żeby babcia mogła ją sprzedać. Oczywiście pomagała jej przy tym laleczka. Okazało się sukno było tak piękne, że chciał je kupić sam car. Zakupił je od staruszki, ale materiał był czarodziejski i nie dał się pociąć byle komu. Po nitce do kłębka kazał odszukać Wasylisę, która miała mu przygotować 12 koszul. Tak oto sam car poznał Wasylisę i pokochał. Po ślubie oczywiście żyli długo i szczęśliwie.

Co my tu mamy w tej opowieści?

Mamy w tej opowieści inicjację młodej dziewczyny, mamy trzy archetypy: dziewczynę, matkę i wiedźmę, mamy proces indywiduacji, poszukiwanie swojego wewnętrznego przewodnika oraz ścieżkę rozwoju duchowego. Ciemny las, w który poszła Wasylisa można przyrównać do jakichś ciężkich przeżyć jakie niesie życie, do kryzysów, do doświadczeń. Latarnia z czaszki niszczy ułudę, niszczy ego,  pozwala rozpoznać nieprawdę. Kiedy Wasylisa ją dostaje od wiedźmy już nie pozwala się okłamywać. Ona sama świeci światłem odbitym od źródła światła - tak jak księżyc świeci światłem odbitym od słońca. Czego uczy nas ta historia? -Uczy nas, że kiedy przychodzi ciężki czas, kryzys, lub choroba należy sięgać po wewnętrzne światło, a odpowiedź sama przyjdzie. Wasylisa jako młoda dziewczyna  przeszła inicjację matki, następnie trafiła na inicjację do wiedźmy. Dziewczyna - symbol niewinności, matka to oczywiście miłość, stara kobieta - siła destrukcyjna, śmierć.  U wiedźmy Witalisa zapoznała się ze swoją ciemną stroną i ją przyjęła. Przecież w końcu postawiła się samej Babie Jadze! W obliczu śmierci zawalczyła o ogień, po który poszła.Kiedy skonfrontowała się ze swoją ciemną naturą, stała się pełnią. Stała się zdolna odnajdywać wewnętrzne światło i odróżniać prawdę.

Już niedługo będzie wiosna. Zazieleni się...








środa, 8 marca 2023

Uważność, David R. Hawkins i Hypatia - takie kwiatki


    Dziś będzie taki trochę miszmasz, tak wiele rzeczy teraz chodzi mi po głowie. Pierwsza, to uważność lub obecność, która przejawia się w różnych obszarach mojego życia, a której cały czas się uczę. Bardzo chciałabym kiedyś spotkać osobę, która stosuje uważność na codzień.  Uważność, z ang. mindfulness, to "szczególny rodzaj uwagi - świadomej, nieosądzającej i  skierowanej na bieżącą chwilę" - cytat z Kabat-Zinn, 1990. Chyba nie wiem kiedy się to zaczęło. Być może od "Drzwi percepcji" Huxleya albo "Nowej Ziemi" Eckharta Tolla?  - nie jestem pewna. Od dawna jednak czułam wyobcowanie, gdy wyrażając swoje myśli, łapałam się przy tym, że jak mantrę powtarzam: (...) -ale z drugiej strony... i kończyłam swoją myśl przeciwnym osądem niż poprzednio. Było to trochę frustrujące, to tak jakby w moim umyśle cały czas trwał dialog. Umyśle, który przecież nie jest w stanie siebie pojąć, ani nie jest w stanie doświadczyć ciała, w którym się znajduje. Z biegiem lat zresztą zelżała chęć trzymania się kurczowo jakichś osądów i prawd objawionych, nie chodzi tu o zoobojętnienie, a raczej wnikliwą obserwację dualistycznego świata. Choć zdarza się niekiedy, że dane idee, myśli lub poglądy są mi bardziej bliskie niż inne, to wsłuchuję się w to, co kto ma do powiedzenia. Pokorę i cierpliwość  jaką niesie ze sobą zjawisko uważności mogłabym przyrównać do wierzby w tao, która opiera się mocniejszym porywom wiatru, dzięki czemu udaje jej się bez szwanku wyjść z niejednej zawieruchy. 
Z pomocą w zrozumieniu tego stanu rzeczy przyszły mi poglądy doktora Davida R. Hawkinsa badacza wyższych stanów świadomości. Gdy zaczęłam je poznawać, to się wprost popłakałam, gdyż nie spodziewałam się, że ktoś z takim autorytetem, mógłby potwierdzić coś, co zawsze odczuwałam niejako intuicyjnie. Doktor Hawkins, kiedy już zrezygnował z praktyki psychiatrycznej, prowadził badania  na temat czym jest prawda.
Zafascynowana prawdą była też Hypatia. Aleksandryjska uczona uważała, że prawda jest najpiękniejsza. Była tak wpływowa i popularna, że obawiający się jej duchowni oskarżyli ją o czary i stracili na oczach tłumów. Jej tragiczna śmierć i spalenie biblioteki aleksandryjskiej wraz z dorobkiem naukowym starożytności to nieoceniona strata dla świata nauki.
Wspominając Hypatię chciałabym uhonorować jej pamięć i wyrazić wdzięczność, że ja mogę zdobywać wiedzę bez ograniczeń, że nie zabrania mi się tego, że 8 marca świętujemy Dzień Kobiet, że choć nie jest to łatwe i nie przyszło nam to bez trudu, kobiety są traktowane, przynajmniej w większości cywilizowanych krajów, na równi z mężczyznami. 


 

poniedziałek, 6 marca 2023

Witches Gulch i Wisconsin Dells



   Dziś pokaże Wam wspomnienie z ostatnich wakacji. Bardzo mi się spodobały formacje skalne w postaci ogromnych grzybów na zdjęciach jednego z biur podróży. Wyglądały bajecznie i koniecznie chciałam zobaczyć ten zaczarowany las. To niezwykłe miejsce nazywa się Witches Gulch i znajduje
się w niedalekiej odległości od Wisconsin Dells w stanie Wisconsin. Aby tam się dostać najlepiej wykupić 2 godzinną wycieczkę statkiem po rzece Wisconsin - Upper Dells. 
Płynie się bardzo przyjemnie, zwłaszcza, gdy pogoda dopisze.



Miasteczko, które zostawiamy za sobą jest typową amerykańską atrakcją turystyczną. Otoczone przez lasy, rzeki i jeziora w sezonie letnim jest miejscem, gdzie można miło spędzić czas.
Każdy może tu znaleźć coś dla siebie. Można uprawiać sporty wodne, można wędrować, można odpoczywać, można i zwiedzać. Zaplecze turystyczne jest różnorodne: są tu parki wodne, parki rozrywki z wieloma roller coaster (-ami), kina, zoo, restauracje, bary, kawiarne i cukiernie, atrakcje typu przewrócony dom, magiquest, escape room, liczne sklepiki z pamiątkami przy głównym skrzyżowaniu ulic itp.itd.





No ale dziś wam pokaże te miejsca jednak z perspektywy rzeki oraz wodnej jednostki prowadzonej przez miejscowego kapitana.



Black Hawk's Head


Tutaj zwiedzanie kanionów Witches Gulch









A to skałki, które tak chciałam zobaczyć
- The Standing Rock



 

środa, 1 marca 2023

Wędrowanie i rozmyślanie

   Najbogatszy człowiek w Babilonie udzielił rady biednemu skrybie, aby każdą dziesiątą część swojej zapłaty odkładał tak, aby po roku zgromadzone oszczędności mógł zainwestować.

"Każda złota moneta, którą zaoszczędzisz, jest niewolnikiem pracującym na ciebie. Każdy miedziak, który ona zarabia, jest jej dzieckiem, które także może dla ciebie zarabiać."

( Najbogatszy człowiek w Babilonie, George Samuel Clason)

Jeśli zaprzęgniesz swoje oszczędności, żeby dla ciebie pracowały, będą to robić, niezależnie, czy pracujesz, czy podróżujesz...

"Najpierw dorób się armii złotych niewolników, potem będziesz mógł bez żalu spożywać wystawne bankiety." (jw)

Mówi się, że dom to skarbonka.  Inwestycja w dom,  czy mieszkanie, to też forma oszczędzania. Lepiej spłacać swój dom, niż komuś czynsz. Dla wielu nieruchomość jest zabezpieczeniem na przyszłość.

"Na człowieka, który posiada własny dom spływa wiele błogosławieństw." (jw)

"Radzę wszystkim mężom żeby przedsięwzieli mądre i dobre przemyślane działania, które pozwolą im zapobiec pustkom w sakiewce na starość. Pusta kiesa u człowieka zbyt starego, by cokolwiek zarobić, lub rodziny pozbawionej głównego żywiciela jest bowiem prawdziwą tragedią." (jw)

Kiedy tylko nadarza się okazja, jadę w moje wąwozy. Oczywiście nie są one moje, ale z racji tego, że darzę je ogromnym sentymentem, pozwolę sobie je nazwać moimi. Poniżej wspomnienie z pierwszego wiosennego wyjazdu w tym roku.

 Matthiessen State Park 1 marca 2023. 





Popadało w nocy i wodospady przybrały.

















                                                          




piątek, 24 lutego 2023

O naturze... Orchid Show * Chicago Botanic Garden * 2023

 "Niektórzy mogą żyć z dala od natury, a niektórzy nie" (Gdzie śpiewają raki, D. Owens) - to pierwsze zdanie, które przeczytała mała dziewczynka i które ją zachwyciło. W powieści mała Kya opuszczona przez rodziców i rodzeństwo uczy się od natury jak sobie radzić na bagnistych terenach Karoliny Północnej.  Opisy urzekającej przyrody to ogromny atut tej książki oraz filmu na jej podstawie wyprodukowanego przez Netflix.












Zdjecia pochodzą z wystawy Orchid Show w Chicago Botanic Garden

Posiłkując się Wikipedią, cytuję:
"Zwolennicy prawa naturalnego uznają je za wspólne wszystkim kulturom. Ma ono łączyć wszystkich ludzi oraz – pomimo wielu różnic kulturowych – zakładać pewne wspólne zasady postępowania. Według jego zwolenników jest trwałe i nie zmienia się pośród zmian historycznych, zmieniających się poglądów i obyczajów. Prawa tego nie można człowiekowi odebrać, bo oparte zostało na jego naturze. Broni ono ludzkiej godności, określa fundamentalne prawa i obowiązki człowieka. Jako podstawowe prawa wymienia się: prawo do samoposiadania, prawo własności, prawo do utrzymania życia, prawo do owoców pracy."
W naturze nie ma rozgraniczenia co jest dobre, a co złe. Organizmy żywe kierują się instynktem przetrwania oraz przystosowania do zmieniającego się  otoczenia. Te instynkty pozwalają im przetrwać we względnej równowadze.  
Natura doskonale poradzi sobie bez człowieka, ale człowiek bez natury nie ma szans...


poniedziałek, 20 lutego 2023

Przed, po i teraz

 W sumie zaczęło się już układać: od jakiegoś czasu pracowałam jako agent podróży, w firmie, która wysyła paczki do Europy (głównie do Polski) kontenery, w tym mienie przesiedlenia, sprzedając bilety (głównie starszym ludziom, bo wiadomo, młodzi sami ogarniają temat) oraz wysyłając pieniążki przez WU, aż tu nagle jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość o ciąży. Już byłam pogodzona, że będzie tylko jedynak, już czerpałam satysfakcje, że go odchowałam, a tu taka wiadomość już przecież w późnym wieku ! A ta ciąża jak gdyby nigdy nic, sobie była, serduszko biło, fasolka rosła. I nawet dobrze znosiłam ten stan, ba! - dużo, dużo lepiej niż za pierwszym razem. No może do momentu, kiedy dowiedziałam się, że dostałam cukrzycy ciążowej. Denerwowało mnie, że muszę się kuć co parę godzin tym nieszczęsnym ustrojstwem i mierzyć ten cholerny cukier! Denerwowało mnie monitorowanie płodu i straszenie, co mogłoby się stać... Przecież zostałam z tym lekarzem Chińczykiem, bo dał mi nadzieję, że wszystko skończy się pomyślnie! Na szczęście wytrzymałam i pamiętnego roku 2020, 20 stycznia urodziłam córeczkę. Nie wiem, czy to hormony, czy instynkt?... Trudno przeliczyć i opisać ogrom szczęścia jaki w naszym domu zagościł. Teraz mieliśmy parkę! Chłopca i dziewczynkę. Po tylu latach!  

No a później ogłosili pandemię, pozamykali nas w domach,  odgrodzili od siebie na 6 stóp i zamaskowali, a dzieci zaczęły naukę zdalną. Nie był to szczęśliwy czas dla nikogo. Ja znów wróciłam do pracy, ale nie była to praca w pełnym wymiarze. Przyleciała do nas moja bratanica. Starałam się jej pokazać co mogłam, nie było to łatwe, bo dziecko malutkie i muzea zamknięte i galerie i właściwie to mało co działało normalnie. Na końcu wysłałam ją  wprawdzie na tygodniową wycieczkę, żeby zobaczyła choćby skrawek Ameryki, ale wiedziałam, że to nie było do końca to. Było nam ciężko tak na kupie siedzieć. Nowy członek rodziny, łóżeczko, wózek, kołyska, a jeszcze gość z Polski i ta nauka przez komputer. Teraz jak na to patrzę to nie mogę się nadziwić jak nas wszystkich zmanipulowano i wystraszono.

Zapadła decyzja o kupnie domu. Myśleliśmy o tym wcześniej, ale teraz już byliśmy do tego jakoby przymuszeni. Od kilku lat oszczędzaliśmy na tzw. down payment. Historię kredytową łatwo tu zbudować, wystarczy regularnie spłacać swoje kredyty. Mimo, że szczęśliwie trafiliśmy  na profesjonalistów, to rynek nieruchomości w tym okresie był "hot" - domy sprzedawały się jak świeże bułeczki. Procenty były historycznie niskie, a inwestorzy jakby mieli skądś jakiś cynk, że trzeba szybko działać, bo z pewnością pójdą w  górę i przebijali ceny wyjściowe po kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Także kilka ofert spełzło na niczym. Jako że jestem wierząca odprawiałam nawet nowenny do Św. Antoniego w intencji znalezienia dla nas domu. Chyba się nad nami zlitował. Nasza oferta została przyjęta i 15 lipca 2021 odbył się tzw. closing. Później była przeprowadzka i sprzedaż naszego poprzedniego tzw. townhome. Tu już nie poszło tak gładko. Przychodziły tabuny ludzi oglądać, składali oferty, ale dopiero szósty kontrakt okazał się pomyślny. Także poznaliśmy rynek z każdej możliwej perspektywy. Do szukania domu zatrudniłam świętego Antoniego, a jeśli chodzi o sprzedaż, to panuje tu przekonanie, że należy zakopać świętego Józefa blisko domu w ziemi  głową w dół i broń Boże nie wykopywać, aż do zakończenia tranzakcji - ot taki lokalny zabobon. Podejrzewam, że takich zakopanych Józefów są tabuny w Ameryce. Moje przyjaciółki powiedziały mi też, że koniecznie powinnam zapamiętać pierwszy sen w nowym miejscu. Sen zapamiętałam, był niezwykły, mistyczno-biblijny -możnaby rzec, a śniło mi się siedem wilków, które jeżąc się i marszcząc swoje szare pyski próbowały mnie skrzywdzić. Przebudziłam się przestraszona, bo od razu skojarzył mi się  ten sen faraona o tłustych i chudych krowach. Tłuste czasy minęły, więc co nas teraz czeka? Drże na myśl, że coś się może jeszcze zepsuć i boję się o moich bliskich, co jest w sumie naturalne, bo zawsze boisz się o osoby ci bliskie...

Porządkuję swoją przestrzeń i sprawia mi to ogromną satysfakcję, gdyż mam wtedy wrażenie, że w jakiś sposób oddziaływuję na swoje otoczenie, a może nawet i na świat?

 To czynność, która nigdy się nie kończy.

"Największą obfitość chaosu można znaleźć tam, gdzie się szuka porządku. Chaos zawsze pokonuje porządek, gdyż jest lepiej zorganizowany." (T. Pratchett, Ciekawe czasy)