Ostatnio, po każdym koncercie myślę, że to najlepszy na jakim do tej pory byłam, a potem jest następny i następny, który okazuje sie jeszcze lepszy. Ale ten Kultu był naprawdę wyjątkowo fajny!
Po pierwsze, nie spodziewałam się, że zacznie się punktualnie o czasie i będzie trwać ponad 3 godziny.
Po drugie, kilometrowa kolejka do wejścia. Szczęśliwie znajomi byli bliżej w tym ogonku i się weszło prędzej.
Po trzecie, tyle ludzi, że klub pękał w szwach. Średnia wieku koło 40-stki plus alkohol, to sobie wyobraźcie... :) Jestem pewna, że wszyscy na ten wieczór zapomnieli o swej metryce i o codzienności.
Doniesie, nie doniesie? Podłoga się lepiła.
Po czwarte, przed sceną pogo, fani wskakujący na scenę do artystów, Kazik na rękach publiczności, wspólny śpiew.
Żywa muzyka porwała tłum.
Po piąte i najważniejsze: teksty i muzyka.
I taka huśtawka nastrojów (co świadczy o tematycznej różnorodności) od euforii po nostalgię. Lampy stroboskopowe i grafika potęgowały nastrój. Sprawiały, że mimo ogólnej wesołości, słowa zapadały w pamięć.
Kazik jest wnikliwym obserwatorem rzeczywistości i z charakterystyczną dla siebie nutą sarkazmu ją komentuje.
Przy czym, zauważyłam, że na scenie zachowuje się zawadiacko i jak drapieżne zwierzę odmierza w tą i z powrotem swą przestrzeń. Nie musi się stroić, kokietować, ani tańczyć, przekaz zespołu skupia się na zupełnie czymś innym.
I jeszcze obrazy z przeszłości...




