Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park stanowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park stanowy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 marca 2026

Park Stanowy Starved Rock w poszukiwaniu wiosny

Nasz dystrykt szkolny rozpoczął właśnie spring brake, czyli tygodniową przerwę wiosenną. Wybraliśmy się zatem do mojego poblisku parku stanowego Starved Rock State Park w poszukiwaniu  wiosny .
Pogoda była bajeczna. Parking zatłoczony, szlaki pełne turystów. Na początku odwiedziliśmy Visitor Center, gdzie można poznać historię parku i obejrzeć ekspozycje.




Pierwszymi Europejczykami, którzy spotkali ludność tubylczą byli: traper Louis Jolliet i ojciec Jacques Marquette.




Francuski odkrywca René-Robert Cavelier de La Salle zbudował na skale Starved Rock na brzegu rzeki Illinois Fort St. Louis. Osada stała się centrum handlu futrami.



Po raz pierwszy udało mi się obejrzeć film o historii parku w niewielkiej sali kinowej.




Podobają Wam się takie plakaty w stylu vintage?




A tutaj ranger Filipiak ostrzega, by nie zbaczać ze szlaku i nie wspinać się na skały. 😉


Nagrodą za trud były jak zawsze widoki.










Czy rozpoznajecie i umiecie nazwać przedstawione poniżej wiosenne kwiaty?















poniedziałek, 11 sierpnia 2025

Matthiesen State Park i opowieść o słoneczniku

Dziś zapraszam na wspólne wędrowanie przez Matthiesen State Park. 
Zarówno w wąwozach w pobliskim parku stanowym Starved Rock jak i w tym, który właśnie odwiedzamy - Matthiesen, odnajdywano ślady Indian Ameryki  Północnej, a dokładnie plemion Illinois i Powatome.
Park początkowo nazywany był Deer Park i należał do przemysłowca Fredericka Williama Matthiessena. Został on przekazany państwu po jego śmierci w 1943 roku i na jego cześć przemianowany na Matthiessen State Park.

Jeśli ktoś czyta mojego bloga od dłuższego czasu, wie, że to nie jest moja pierwsza wizyta i odwiedzam go dość regularnie. 

W takich naturalnych siedliskach ludów tubylczych czuję się fantastycznie i odwiedzam  często. Co więcej! Ciągam za sobą moich dalszych i bliższych znajomych i zarażam pasją do tych miejsc.

Od pewnego czasu mam to niesamowite szczęście, że  otaczam się ludźmi pozytywnymi i taki był też cały ten dzień - pełen słońca, pięknych widoków, wytchnienia w cieniu drzew i pysznego jedzonka.
A na dobrą wróżbę. Tuż przed wjazdem do parku, drogę przebiegła nam samica jelenia z centkowanym młodym.








Na zdjęciach widać, że mimo ostatnich opadów, wodospady były dość wychudzone, ale to oznaczało również, że wąwozy dało się przejść od początku do końca. ;)













Znalazłam na internecie informację, że blisko kempingu na terenie parku znajduje się pole słonecznikowe. 
Jednak nie było ono tak okazałe, jak pola widywane wcześniej, po części było zachwaszczone i zdziczałe.



Uważa się, że słoneczniki pochodzą z obu Ameryk. Badania sugerują, że roślina była znana i uprawiana przez Indian w Arizonie i Nowym Meksyku już około 3000 roku p.n.e. Niektórzy archeolodzy uważają, że słonecznik "udomowiono" nawet przed kukurydzą.

Nasiona słonecznika były wówczas ważną rośliną spożywczą: stosowano go jako dodatek do dań głównych, a także przekąskę, był źródłem oleju do gotowania oraz sporządzania mikstur leczniczych i kosmetyków, dodatkowo różne odmiany słonecznika uprawiano w celu uzyskania fioletowych i żółtych barwników. Uważano, że olej słonecznikowy leczy dolegliwości skórne, a jego ziarna mają różnorakie zastosowanie w rodzimej medycynie naturalniej. Niektórzy rdzenni mieszkańcy Ameryki postrzegali słoneczniki jako symbol odwagi. – Wojownicy nosili ze sobą na bitwę ciastka słonecznikowe, a myśliwi posypywali ubrania proszkiem słonecznikowym, aby dodać sobie otuchy.

Mężczyźni chętnie spożywali za to pestki słonecznika, które jak się okazuje są naturalnym źródłem  zwiększającej potencję argininy.

 W niektórych legendach słonecznik określany  jest jako "czwarta siostra". Pozostałe siostry to kukurydza, fasola i squash, które były pierwszymi roślinami uprawianymi na terenie obu Ameryk.

Ponieważ swój wyjątkowy kwiatostan zwracały podczas dnia od wschodu do zachodu słońca, słonecznik uważany był za roślinę sakralną, która otwiera wschodnie drzwi i przechodzi przez zachodnie drzwi. Indianie Cheroke wschód postrzegali za "otwarte drzwi" - początek i kierunek, w którym rodzimy się, by w swoim życiu spotkać się ze Słońcem. I odwrotnie, zachód, był kierunkiem śmierci i przejścia z tego świata do zaświatów opisywanych jako "tylne drzwi". Duchowi przewodnicy byli strażnikami "ciemnej ziemi" uważali oni,  że życie i śmierć są doświadczeniami Ducha poruszającego się przez drzwi lub portal, z którego kontynuujemy naszą podróż. 

Na zakończenie zostawiam wiersz mojej ulubionej poetki Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej.


Słonecznik


Dorastamy do twojej wiedzy,

Wysokiej wiedzy solarnej,

Kwiecie, który Słońce za wzór bierzesz!

Z dawna już, kręgiem nasion

Chóralnie szeptałeś

O ciemnem jądrze słonecznym,

A koroną złocistych płatków,

O fotosferze.

Dzikie, korzenne tchnienie

Z bliska cię osnuwa:

Może to zapach Słońca,

Który ty przeczuwasz? 




czwartek, 17 października 2024

Buffalo Rock State Park


Staram się spędzać jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu. Przynajmniej 6000 kroków i godzinę dziennie. Dziś zapraszam do Buffalo Rock State Park. Park znajduje się  na klifie na północnym brzegu rzeki Illinois, skąd  rozciąga się wspaniały, rozległy widok na jej dolinę. Położony jest około 3 mile na zachód od Ottawy miasta w hrabstwie LaSalle. Pierwszy raz byłam tu jakieś trzy lata temu, aby zobaczyć hodowane tu bizony, nie zdając sobie sprawy z historii tego miejsca. 
Obszar Buffalo Rock był domem dla Indian Illinois. Kiedy Louis Jolliet, francuski odkrywca i jezuicki ksiądz misjonarz -ojciec Jacques Marquette wyruszyli w górę rzeki Illinois w 1673 roku, tutaj miała się znajdować indiańska osada Kaskaskia. Rdzenni mieszkańcy mieli w zwyczaju usypywać z ziemi różnego rodzaju formy i symbole. Poniżej mapa parku i odtworzone nasypy sprzed 3000 lat nazywane Effigy Tumuli. Są to od prawej do lewej strony: nartnik wodny, żaba, sum, żółw i wąż. Czy to nie jest fascynujące?

















 Przejście szlaku zabiera nie więcej niż 2 godziny. Ogólnie wyprawę uważam za bardzo udaną.  Aura dopisała, choć było dość pochmurno i nieco wietrznie (pierwszy raz w tym sezonie założyłam kurtkę). Drzewa wybarwiły się już jesiennie i wprawiały w zachwyt, w równym stopniu co widok na rzekę Illinois - dopływ Mississippi.
Wszystkim odwiedzającym bloga życzę pięknego weekendu i udanych spacerów, plenerów, wyjazdów lub widoków.