Pokazywanie postów oznaczonych etykietą galeria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą galeria. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 sierpnia 2025

Najtrudniejsza lekcja i japońskie drzeworyty ukiyo-e

 ✍️ Ernest Hemingway napisał kiedyś:

„Najtrudniejsza lekcja, której musiałem się nauczyć jako dorosły, to bezwzględna potrzeba iść dalej – bez względu na to, jak bardzo czuję się rozbity w środku.”

"Just keep swimming" mówi Dory do Marlina szukającego Nemo w filmie animowanym "Finding Nemo" (tytuł polski "Gdzie jest Nemo"). 

Podążanie ku własnym celom ma sens, więc płyńmy/idźmy dalej. 

Za mną kolejna życiowa lekcja. Może nie jakaś bardzo spektakularna, ciężka i przykra, ale stawiająca moją poprzeczkę  wyżej i  skłaniająca do osobistej refleksji. Moja mała dziewczynka poszła właśnie do Kindergarten (to jest klasa zerowa szkoły podstawowej) już na cały dzień.

 Przystanek autobusowy mamy parę kroków od domu. Z moim małym bombelkiem dojeżdża cała banda dzieci z naszego zacisznego "cul-de-sac". Od rana z osiedlowymi rodzicami obowiązuje "small talk". Schoolbus przyjeżdża o 8.38 rano i wraca o czwartej po południu. Wydaje mi się, że to bardzo długo dla takiego pięciolatka. Cały czas zadaje sobie pytania: Czy sobie poradzi w nowej sytuacji? Jak się zachowa? W pierwszy dzień pojechałam za autobusem, aby zobaczyć zbiórkę przed szkołą. Później, kiedy klasa jak pisklęta podreptała za nauczycielem do szkolnego budynku, nie mogłam sobie znaleźć miejsca. 

Nie mam pojęcia, jak odnajdują się rodzice, których dzieci wyjeżdżają na studia i widzą je dopiero z okazji świąt lub ferii? Czy to kwestia przyzwyczajenia, zimnej kalkulacji, może znajomość realiów, a dla młodych trening samodzielności? O co w tym chodzi? Nie wiem. Cieszę się, że mój syn studiuje blisko i jest z nami. Mam pewność, że nic mu nie brakuje i w razie czego może liczyć na pomoc rodziny.

Cóż, pierwsze dni nowego roku szkolnego to w zasadzie dla wszystkich jest wyzwanie. Drugi dzień był znacznie lepszy i takie pewnie będą następne. Wyznaczyłam sobie więcej zajęć i celów, a córcia przyzwyczaja się do szkolnych obowiązków i poznaje nowych kolegów. Myślę, że kluczowe jest nastawienie. 

Dziecko oczywiście w pierwsze dni wracało ze szkoły  zadowolone i dumne, że sobie poradziło, więc nie ma już odwrotu. Proces edukacji się rozpoczął i machina poszła w ruch. Powinnam się cieszyć.

Poniżej mój sierpień w ogrodzie.


I mój nowy nabytek - 🌺 Blush hibiscus, 


poczciwe Marcinki,


różowa brugmansja, czyli popularne trąby anielskie.


Ogórki już mi się kończą, 
więc posiałam  drugą zmianę.
W wolnych miejscach kiełkuje koperek
 i szczypiorek


Ale dość już tej prywaty. Dziś zapraszam Was na wystawę "Hokusai & Ukiyo-e: The Floating World".

Przenosimy się do XVII-wiecznej Japonii do miasta Edo (obecnie Tokio), które rozkwitło pod rządami szogunatu jako kulturalne i gospodarcze centrum.

 Kolekcja zawiera 53 obrazy i drzeworyty mistrzów ukiyo-e, w tym oryginalne prace Hokusai, Hiroshige i ich współczesnych oraz 17 ręcznie wykonanych przedmiotów.




W XIX wieku nastała w Europie moda na japonizm.
Pierwsze odbitki drzeworytów ukiyo-e dotarły do Europy razem z porcelaną na holenderskich statkach.



A tutaj jedna z pierwszych stu odbitek 'Fali".
Te późniejsz, jak opowiadała przewodniczka, mają więcej chmur.




Ach te miny aktorów,


 twarze "wykonane" z ciał,


ci sprytni cyrkowcy...


Inkrustowane złotem przedmioty codziennego użytku,


ślubne kimono i zbroja z "Ostatniego samuraja".




To wszystko zrobiło na mnie niesamowite wrażenie i zapisałam się już na newsletter muzeum, aby dostawać powiadomienia o nowych ekspozycjach.





Tak, dzieci też mogły stworzyć coś własnoręcznie



i poczuć się jak postacie z mangi.