wtorek, 5 sierpnia 2014

Jaskinia Mamucia

W zeszły weekend odwiedziłam największą pod względem długości jaskinię świata - Jaskinię Mamucią. W przybliżeniu, system korytarzy, a jest ich aż 5 poziomów dochodzi do 600 mil długości (965 km!) i zajmuje znaczną część stanu Kentucky (tj.3 hrabstwa). Znajdują się tam podziemne rzeki: Echo i Styks oraz kilka jezior, występują też gatunki zwierząt, których nie znaleziono nigdzie indziej. W podziemiach mieszka kilka rodzajów nietoperzy, salamandry jaskiniowe, świersze jaskiniowe a także bezokie ryby i krewetki.  Cud natury wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO odwiedza rokrocznie blisko 2 miliony turystów i jest jedną z największych atrakcji stanu Kentucky znanego z produkcji burbonu, stadnin i wyścigów konnych w Louisville.
Ciekawostką jest, że w jaskini odnaleziono pozostałości obecności prehistorycznych ludzi, ale nigdy nie odnaleziono szczątków mamutów, a jej nazwa nawiązuje raczej do jej olbrzymiej wielkości. Mimo to znajdują się tam skały pochodzące z czasów dinozaurów (a nawet starsze), a w niedalekiej odległości, a mianowicie w Big Bone Lick State Park - blisko Union w Kentucky, odnaleziono wiele egzemplarzy mamuta włochatego, mastodontów, a także liczne skamieliny i inne pozostałości ery dinozaurów.

 Poniżej kilka zdjęć z wycieczki. Spośród kilku możliwych, również bardzo ekstremalnych, gdzie z czołówką na głowie przeciskasz się między skałami  i taplasz w błocie w głąb i wszerz jaskini, wybraliśmy trwającą 2 godziny "Domes and Dripstones Tour". Proszę spojrzeć na zdjęcia łaskawym okiem, gdyż były robione bez flesza i w pośpiechu.




"The Frozen Niagara"






A tutaj trzy świerszcze jaskiniowe miały swoje posiedzenie.

niedziela, 27 lipca 2014

Chicago Botanic Garden IV - Woda w ogrodzie.

Są miejsca, które można odwiedzać co rok. Moim ulubionym jest ogród botaniczny. W tym magicznym miejscu czuję się jak w rajskim ogrodzie. Kaskady kwitnących kwiatów, zapachy, kształty i kolory przyprawiają o zawrót głowy. Jest wiele zakątków, w których można odpocząć i poczuć się częścią natury.
Tym razem chciałam zaprezentować aranżacje akwenów wodnych w ogrodzie. 















poniedziałek, 30 czerwca 2014

Kolorowe królestwo

Mój ogród z roku na rok się powiększa, a trawnik kurczy. Ostatnio staram się inwestować w kwiaty wieloletnie. Czasem uda mi się z kimś zamienić, zbieram i przechowuję nasiona, jesienią wykopuję cebulki i bulwy na zimę, albo sadzę kwiaty wczesnowiosenne. Co roku muszę projektować swój ogród na nowo. To przecież żywy twór, świątynia duszy, zacisze, ustronie... Nie ma nic przyjemniejszego niż patrzeć, jak rośnie, kwitnie i owocuje.

Ismena robi zawsze wielkie wrażenie.



Liliowce są niezwykle łatwe w uprawie. Polecam je wszystkim początkującym.




Malwy pojawiły się u mnie dopiero na drugi rok od posiania.



Od kilku lat już  wysiewam "morning glory", czyli wilec, nie ma z nim żadnych problemów,
no może z wyjątkiem tego, że bardzo się rozrasta.


Co roku także sieję cynie z nasion zebranych jesienią.



Za to lilie 

i dalie zakwitły u mnie pierwszy raz.


Pierwszy raz też posiałam lawendę.


Posadziłam goździki,



i doczekałam się brzoskwinii. 

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Wianki

   W tym roku obchodziłam Noc Świętojańską bardzo tradycyjnie. 22 czerwca, w niedzielę, w  stadninie koni "Pistakee Bay Stable" nad jeziorem  Pistakee odbyła się impreza charytatywna, dla chorego 4 letniego Wiktorka. Fundacja "You Can Be My Angel" zbierała pieniądze na specjalistyczne leczenie dziecka we Włoszech. Wzruszałam się na każdym kroku, bo i akcja całkowicie słuszna i polskie tradycje i moc atrakcji dla małych i tych całkiem dużych: wianki, tańce przy muzyce folkowej, jazda konna, poszukiwanie kwiatu paproci, warsztaty rzeźbiarskie, loteria i przaśne jadło.












sobota, 17 maja 2014

Dom Billy'ego Corgan'a

Przypadkiem i całkiem nieświadomie stworzyłam serię o domach sławnych ludzi: Al Capone , Hemingway, Frank Lloyd Wright , itd.. Dzisiaj kolejna odsłona - dom Billy'ego Corgana, wokalisty, gitarzysty i autora tekstów, znanego może bardziej jako frontmen zespołu The Smashing Pumpkins. Podejrzewam, że niewiele czytelników kojarzy i pamięta  okres, kiedy w stacjach muzycznych i telewizyjnych królował rock alternatywny, grunge i takie tam klimaty. W każdym bądź razie chodzi o początek lat 90-tych, pokolenie X, ponure brzmienia, marne perspektywy i ogólnie pojęty bunt przeciw zastanej rzeczywistości. 
Kiedy rodzice naszego bohatera rozeszli się, Billy zamieszkał z ojcem i macochą.  Dzielił pokój ze swoim niepełnosprawnym bratem, którym musiał się opiekować, nieustannie kłócąc się z macochą. Jak się okazuje dom w Glendale Heights (zdjęcie poniżej), w którym Corgan spędził dzieciństwo, aż do ukończenia szkoły średniej, nie był najszczęśliwszy. W tym okresie jednak zaczął grać, pisać, ukształtował się jego gust muzyczny. Co oznacza, że gdyby nie te negatywne doświadczenia, byłby zupełnie innym człowiekiem. Być może nawet jego talenty nigdy by się nie ujawniły.




Często spotykam się z opinią, że ktoś inaczej wyobrażał sobie dom jakiejś wybitnej postaci, że jest dajmy na to stary, ponury, albo jakiś taki nijaki. No cóż, rzeczywistość często nas zaskakuje, nie każdy urodził się w czepku, co nie oznacza, że nie może do czegoś wartościowego dojść i nie będzie kiedyś mieszkać w pałacu. 
Dom całkiem niedawno był wystawiony na sprzedaż (o czym informował sam Corgan na swoim Twitterze), a pod koniec kwietnia br. kolejny raz zmienił właściciela.



poniedziałek, 5 maja 2014

Droga - Matka - Route 66

Podejrzewam, że najlepszym sposobem poznania Ameryki jest przejechanie jej wzdłuż i wszerz. W innych przypadkach zawsze będzie to jakiś wycinek rzeczywistości, a nie ogólny jej zarys. Nie sposób też w inny sposób docenić walorów tych terenów, trzeba wszystko doświadczyć na własnej skórze. Ciekawą alternatywą jest podjęcie właśnie takiej podróży historycznym szlakiem - Route 66, który prowadzi z Chicago w Illinois do Los Angeles, na drugi kraniec USA i wybrzeża Oceanu Spokojnego, przez trzy strefy czasowe i poprzez stany: Missouri, Kansas, Oklahomę, Texas, Nowy Meksyk i Arizonę, aż do Kalifornii i Santa Monica - ostatni odcinek dobudowany w ciągu 10 lat od otwarcia w 1926r., ogólnie 2448 mil - tj. 3940 km. Taka podróż sentymentalna o dziwo jest ciągle na czasie, dzięki legendzie stworzonej przez film "Urodzeni mordercy", kreskówkę "Auta", muzykę popularną nawiązującą do tej trasy ( Bobby Troupe, Depeche Mode, Rolling Stones) i literaturę ("Grona Gniewu" - J. Steinbeck'a), a także dzięki nostalgii do Ameryki w czasach  jej świetności. Nawet jeśli dziś "Historic U.S. 66 Route" nie jest już autostradą krajową (od 1985r.), to wciąż przyciąga rzeszę poszukujących atrakcji turystów. Słyszałam, że najciekawszy historycznie i krajobrazowo odcinek znajduje się w Arizonie i Nowym Meksyku, mimo to, pokażę wam zdjęcia z rodzinnej restauracji przy Route 66, jeszcze na starcie w Illinois, z ogromną nadzieją, że na legendarny szlak jeszcze wrócę.

 



White Fence Farm słynie z dań z kurczaka, ale ja wybrałam pieczoną rybę, 
która okazała się strzałem w dziesiątkę.
Rodzinna restauracja pochodzi z końca lat dwudziestych ubiegłego stulecia
i wydaje się jakby czas się tam zatrzymał.
 Myślę, że to również zasługa zgromadzonych tam eksponatów.