Zawsze interesowały mnie opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dlaczego? Dlatego, że niosą ze sobą mądrość ludzi, którzy żyli przed nami. Istnieje indiańska legenda o dziewczynie, która poszła nazbierać drew na opał. Daleko w lesie usłyszała gwizdanie, ktoś dawał jej znaki, aby poszła za nim. Nieznajomy przekonał ją, żeby poszła z nim dalej i została trzy dni. Po trzech dniach ktoś z wioski miał ją odnaleźć. Niewinna dziewczyna usłuchała, odeszła daleko i zamieszkała w jaskini. Nie wiedzieć kiedy z trzech dni zrobiły się trzy lata.
W tym czasie ludzie z wioski szukali jej. Znaleźli, nie tam jednak, gdzie poszła, lecz w grocie, gdzie mieszkała od trzech lat. Mężczyzny nie było przy niej, gdyż zakładał sidła. Kobieta twierdziła, że był doskonałym myśliwym, z polowania zawsze wracał z mięsem, ptactwem i skórami.I kiedy tak opowiadała co robiła przez ten cały czas, jej mąż wrócił. Wyglądał jednak inaczej, nie tak jak wtedy, kiedy weszła za nim do jaskini. Powiedział do niej: "Twoi ludzie znaleźli cię w końcu, więc twój czas minął. Nie jestem człowiekiem, tylko grzechotnikiem". Po tych słowach upadł na ziemię i zmienił się w grzechotnika.
Ludzie z wioski powiedzieli jej, żeby nigdy więcej nie zwracała uwagi, kiedy usłyszy ten znajomy dźwięk.
***
Kolejny raz przenosimy się w czasie. Tym razem będzie to Wschodnie Wybrzeże Nowego Świata, koniec XIX i początek XX wieku. Eksponaty pochodzą z Mitchell Museum of American Indian.
A dzisiaj specjalnie na moje urodziny przeniesiemy się w okolice średniowiecznej Navarry, siądziemy na trybunach, aby spożyć wieczerzę i obejrzeć turniej rycerski, którego zwycięzca zdobędzie uznanie w oczach króla i księżniczkę Catalinę za żonę.
Jak wygląda świat widziany oczami dziecka? Czy dzieci, albo ich rodzice czują się bezpiecznie publikując swoje zdjęcia na portalach społecznościowych, albo na blogach? Jakie jest prawdopodobieństwo, że korzystając z serwisu youtube nie natrafią przypadkiem na film wulgarny albo epatujący erotyzmem, nawet jeśli dotyczy postaci z ulubionych kreskówek? Czy w niektórych zapewne uzasadnionych przypadkach nie powinna zadziałać znienawidzona cenzura?
Baby shower to impreza typowo kobieca, no chyba, że jesteś całkiem mały, albo to ty będziesz przyszłym tatusiem. Na uroczystość zapraszamy więc: babcie, ciocie, kuzynki, znajome, przyjacióki, koleżanki, albo sąsiadki. Główną ideą spotkania jest chęć podzielenia się macierzyńskimi doświadczeniami oraz ofiarowanie prezentów ciężarnej mamusi, na które składa się wyprawka dla maluszka. Na podarek nadają się więc: ubranka, pieluszki, butelki, smoczki, kocyki, pościel dla dziecka, nosidełko, kojec, huśtawka, przewijak, fotelik samochodowy, łóżeczko, wózek, itp.
Organizacja imprezy spoczywa na przyjaciółkach przyszłej mamy. To one rozsyłają zaproszenia, przygotowują poczęstunek, dekoracje, prezenty i zabawy, które także są związane z tematem przewodnim uroczystości:
-może być to odgadywanie przez uczestniczki konkursu obwodu ciążowego brzuszka, za pomocą szarfy z podziałką lub kolorowej wstążki, a następnie jego mierzenie;
-może być zabawa pt.: " Kto najlepiej zna przyszłą mamę?";
-smakowanie dziecięcych obiadków i deserków - słoiczki nie posiadają etykietek, a zabawa polega na tym, aby rozpoznać smak ich zawartości,
-zdrapki, loterie, bingo, etc. A dla zwycięzców przewidziane są małe upominki.
Na końcu bociankowego przyszli rodzice rozpakowują prezenty, czytają na głos życzenia i dziękują każdemu z osobna za prezent.
Pierwsze baby shower były organizowane już w XIX wieku, wtedy kobiety (głównie w krajach anglosaskich) spotykały się przy popołudniowej herbacie, aby obdarować młodą mamę prezentami najczęściej samodzielnie przygotowanymi i ofiarować jej kilka przydatnych rad na przyszłość. Przyjęcia miały wymiar inicjacyjny, a zaproszone na nie kobiety zabierały ze sobą parasole i to właśnie one stały się symbolem baby shower. Impreza nawiązuje również do bridal shower - przygotowania do zaślubin przyszłej panny młodej. Jak widać w tej kwestii niewiele się zmieniło, bo jak świat światem, doświadczenie i chęć pomocy zawsze jest w cenie i zawsze na czasie.
Poniżej kilka propozycji dekoracji na baby shower znalezionych w internecie. Przyznam się bez bicia, że zwyczajnie zawiodłam, gdyż na baby shower mojej koleżanki po prostu zapomniałam zabrać swój aparat.
Taniej nie znaczy wcale oszczędniej, a więcej nie oznacza lepiej. -Wiedzą to wszyscy, którzy w chwili słabości zakupili tanią podróbkę, która miała emitować nowoczesne wzornictwo, ale jakość produktu nie spełniała oczekiwań, w rezultacie czego należało daną rzecz nabyć ponownie. Ile rzeczy jest nam naprawdę potrzebne? Czy kilka uniwersalnych i porządnych nie wystarczy? Dlaczego szafa musi pękać w szwach, a jej zawartość musi być wymieniana co sezon? Ile przedmiotów kupujemy pod wpływem reklamy i mody? Jak często zagracamy swoje mieszkanie? Ile śmieci produkujemy? Ile marnujemy jedzenia, wody, prądu, gazu i paliwa? Ile produktów kupujemy , a ich nie potrzebujemy? Wreszcie, czemu ludzie budują swoje poczucie bezpieczeństwa na posiadaniu?
Ostatnio zaobserwowałam całkiem odwrotny trend, który straszliwie mi się spodobał, a mianowicie - mniej znaczy więcej, tyle, ile nam faktycznie potrzeba.
Minimaliści żyją szczęśliwiej i pełniej, bo nie trwonią czasu na gromadzeniu dóbr i ich konsumpcji, a mają go dla siebie i swoich bliskich. Kluczem do szczęścia jest rozsądne wydatkowanie pieniędzy i pomysłowe gospodarowanie swoimi zasobami, w tym ze swoich zdolności manualnych w tworzeniu przedmiotów niepowtarzalnych, robieniu coś z niczego.
Wiecie, że co 20-sty Amerykanin cierpi na oniomanię, czyli uzależnienie od zakupów? Bardzo wielu ludzi żyjących w kulturze konsumpcji odczuwa niepokój i przemęczenie, to tzw.: affluenza - grypa dobrobytu. Kiedy zaczynają się wyprzedaże, np. " black friday" tuż po Thanksgiving, ludzie koczują pod drzwiami sklepów, a kiedy się otworzą, to w wielkich centrach handlowych zaczyna się zakupowe szaleństwo. Tyle, że właściciele sieci handlowych nie są głupi i na wyprzedażach starają się pozbyć w pierwszej kolejności towarów, który nie zszedł, który z jakichś powodów się wcześniej nie sprzedał. Dlatego coraz częściej omijam tego typu okazje.
Podobają mi się za to małe przydomowe ogródki, przetwory własnej roboty, regionalne specjały i rękodzieło. Podoba mi się recykling, szukanie tanich połączeń i korzystanie z miejskich środków transportu, albo gdy ludzie w miarę swych możliwości zamiast samochodu wybierają rower. Podoba mi się, kiedy chcą naprawić zepsuty komputer, czy żelazko, bo świadczy to o tym, że daną rzecz szanują i chcą, aby służyła im jak najdłużej - to z kolei godzi w interesy producentów, ale mniej znaczy więcej, tak jak wspomniałam wcześniej.
Niektórzy oddają nieużywane rzeczy swoim znajomym, do instytucji charytatywnych lub próbują je sprzedać przez internet lub na "garage sale" - czyli na wyprzedaży niepotrzebnych sprzętów, zabawek, ubrań, płyt, książek itp., które zazwyczaj odbywają się przed domem. Zdziwilibyście się jak wiele osób ma garaż zapchany gratami tak bardzo, że samochód stoi na podjeździe, zamiast w nim.
Wiele osób pracuje niestety tylko po to, aby zwiększyć stan posiadania, a pracuje tak dużo, że w zasadzie nie ma czasu, aby się z tych posiadanych rzeczy cieszyć.
Co to za życie?Jak bardzo ta gonitwa odbija się na naszym zdrowiu i relacjach z innymi ludźmi? Wydaje mi się, że ograniczając swą konsumpcję do minimum, zyskujemy bardzo wiele i pozbywamy się wielu problemów. To się po prostu opłaca wszystkim, nawet naszej Ziemi.
Niejako w oderwaniu od wydarzeń ostatnich dni, zdecydowałam się na seans filmowy, na epicką opowieść o przygodach małego hobbita Bilbo Bagginsa, który z pomocą czarodzieja Gandalfa i w towarzystwie trzynastu krasnoludów wyrusza w świat, aby pokonać smoka Smauga i zdobyć ukryty w górach Mglistych skarb. Co mnie urzeka w tej historii? Prawdopodobnie to, że mała człekokształtna istota odważyła się porzucić swój poukładany i schludny świat, aby przeżyć coś niezwykłego.
Ciągle zadaje sobie pytania przynoszące na myśl zagadki Bilba i Golluma:
-Co sprawia, że wyobraźnia jednych wykracza poza przeciętność, a drugim jej brak?
-Niektórych popycha do czynów heroicznych, a innym odbiera siły utwierdzając w przekonaniu, że ludzie to bezwzględne bestie?
Spieszę donieść, że w Mikołajki prezenty mniej lub bardziej oficjalnie ofiarowałam, ale zostałam też nimi obdarowana i dzięki temu, dowiedziałam się, że moja rodzina jest jednak rozwojowa. Mój jedynak, który uczęszcza obecnie do pierwszej klasy szkoły podstawowej, zakomunikował mi, że w szkole jest sklepik, gdzie pragnie nabyć dla nas podarki. Pamiętając, że są to głównie niewielkie upominki, typu breloczek do kluczy lub błyszczyk do ust, wysupłałam z portponetki banknot i wcisnęłam do koperty i do plecaka. Wrócił zadowolony ze szkoły, rozpakował się, po czym poustawiał ozdobne torebki pod choinką. Mieliśmy czekać do wigilii, ale znów się nie udało. Mały skapitulował pierwszy. Wyjął zabawkę i zaczął się nią bawić. Pomyślałam otworzę i ja. Patrzę: różowe lusterko. Nie jest źle. Może się przydać. Czytam napis: "World's Best Grandma". Auć! No to ładnie, myślę. :)
Pamiętam z dzieciństwa książeczkę o mrówce, która poleciała na Księżyc. Nigdy nie zastanawiałam się, czy jest to fizycznie możliwe, ani nad tym co ona właściwie miałaby tam robić? Dziś człowiek coraz częściej przekracza własne granice poznania, chociażby badając próbki, które za pośrednictwem sond docierają na Ziemię z kosmosu. Co będzie dalej? Kosmos według naszych wyobrażeń nie ma początku, ani końca. Jedna z teorii dotycząca cywilizacji pozaziemskich mówi, że obcy nie kontaktują się z nami ponieważ nie jesteśmy dla nich odpowiednimi kompanami do rozmowy - po prostu nie jesteśmy na tym samym poziomie rozwoju. Tę teorię nazwano hipotezą ZOO, według jej założeń obcy mają obserwować Ziemian, tak jak my obserwujemy zwierzęta w ZOO, a skontaktują się z nami dopiero wtedy, gdy będziemy na to gotowi.
Gdyby jednak przylecieli, a ludzie nie byliby w stanie się z nimi porozumieć, to chciałabym żeby im pokazali wszystko to, co najlepsze.