niedziela, 2 grudnia 2012

Mrówka na Księżycu


Pamiętam z dzieciństwa książeczkę o mrówce, która poleciała na Księżyc. Nigdy nie zastanawiałam się, czy jest to fizycznie możliwe, ani nad tym co ona właściwie miałaby tam robić?  Dziś człowiek coraz częściej przekracza własne granice poznania, chociażby badając próbki, które za pośrednictwem sond docierają na Ziemię z kosmosu. Co będzie dalej? Kosmos według naszych wyobrażeń nie ma początku, ani końca.  Jedna z teorii dotycząca cywilizacji pozaziemskich mówi, że obcy nie kontaktują się z nami ponieważ nie jesteśmy dla nich odpowiednimi kompanami do rozmowy - po prostu nie jesteśmy na tym samym poziomie rozwoju. Tę teorię nazwano hipotezą ZOO, według jej założeń obcy mają obserwować Ziemian, tak jak my obserwujemy zwierzęta w ZOO, a skontaktują się z nami dopiero wtedy, gdy będziemy na to gotowi.
Gdyby jednak przylecieli, a ludzie nie byliby w stanie się z nimi porozumieć, to chciałabym żeby im pokazali wszystko to, co najlepsze.




Eksponaty pochodzą z Art Institute of Chicago.














































poniedziałek, 26 listopada 2012

Małymi kroczkami...



To nie miało tak być. Przez dłuższy czas wydawało mi się, że wszystko ma iść jak z płatka, bezboleśnie, bez większego wysiłku. Jak niezwykle łatwo karmić się tym złudzeniem... W praktyce wyglądało to tak: owszem, może i zrobiłam jeden krok w przód, ale każdo niepowodzenie, każdo małe potknięcie powodowało, że robiłam nie dwa, lecz kilka w tył! W zasadzie okazało się, że największym przeciwnikiem dla siebie samej jestem ja sama. Ale nie chodzi tylko o mnie. Człowiek nieustannie musi walczyć ze swoimi błędnymi przekonaniami, ze złymi nawykami, z marazmem. Długo by wymieniać, a czas nieubłaganie płynie. Bywa, że tak mało lub tak dużo go mamy. Ucieka jak szalony lub wlecze się jak żółw. A może możnaby go jakoś sensownie ułożyć? Nie, nie czas, lecz to, co chciałoby się w tym czasie wykonać. I nagle dostałam objawienia (nie śmiać się!). Pomyślałam, że może systematyczność może być tym sposobem i odpowiedzią. Taka zwykła rutyna, dzięki której można odnieść wrażenie, że ma się kontrolę nad życiem, można coś zaplanować, nauczyć się, znaleźć czas dla siebie, dla rodziny i znajomych, rozwijać swoje pasje, itd.. W tym dziwnym momencie znalazłam książkę Haruki Murakami pt.: "Kronika ptaka nakręcacza". Głównego bohatera poznajemy, kiedy właśnie gotuje makaron. Toru to człowiek bez większych ambicji, zajmuje się domem, gdyż bez przyczyny odszedł z pracy, a jego żona jest w stanie utrzymać ich oboje. Cały układ okazuje się dość stabilny. Do czasu. Przygoda zaczyna się prozaicznie - kiedy Toru gotuje sobie ten makaron, dzwoni telefon. Mężczyzna podnosi słuchawkę i słyszy głos nieznajomej, która koniecznie chce z nim porozmawiać. Nic szczególnego, a jednak dalszy ciąg wydarzeń zmienia go do nie poznania. Nie będę streszczać książki, faktem jest, że jest godna polecenia.


Co jeszcze mnie zainteresowało? Znalazłam informację, że Haruki Murakami biega, ogólnie chodzi tu o biegi długodystansowe. Regularny wysiłek otwiera mu umysł i oczy. Ale... "Żeby wytrwać w czymkolwiek, trzeba utrzymać rytm" (O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu, Haruki Murakami).


czwartek, 8 listopada 2012

Wybory

Postanowiłam napisać o wyborach, które budziły ostatnimi czasy wiele emocji. No to mamy zwycięzcę i przegranego, wiele się nie zmieniło, więc jest stabilnie.
Najbardziej jednak spodobała mi się wypowiedź Stevena Tylera, który wraz z zespołem Aerosmith w dzień wyborów miał występ promujący ich nową płytę, swoją drogą sprytne marketingowe posunięcie: -"Kto nie głosuje, ten nie może narzekać", więc choć mogę, to nie narzekam. :)



środa, 31 października 2012

Trick or Treat

"Trick or Treat" czyli "cukierek albo psikus", dla niektórych okazja do fajnej zabawy w nieco makabrycznej scenerii,
 a dla niektórych pogańsko -ezoteryczno - okultystyczne święto diabła.
Skoro Halloween jest takie niebezpieczne, dlaczego obchodzi się je również w szkołach?









poniedziałek, 15 października 2012

Nie ma się czego bać







   Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że gdybyś urodził/a się w innym czasie i miejscu byłbyś/byłabyś innym człowiekiem. W zależności od tego, obchodziłbyś/obchodziłabyś uroczystości: Wszystkich Świętych, Zaduszki, pogańskie Dziady, Samhain lub Halloween.
Opisane przez Mickiewicza Dziady, tradycja  ludów słowiańskich i bałtyjskich, miała na celu nawiązanie kontaktu ze zmarłymi, ugoszczenie ich tak, aby osiągnęły spokój w zaświatach, oczyszczenie poprzez symboliczne obmycie i oświetlenie drogi zbłąkanym duszom. Pozostałości tego zwyczaju przetrwały do dnia dzisiejszego w postaci zniczy palonych na grobach.
Ale również podczas celtyckiego Samhain (31 października /1 listopada) szczególną uwagę poświęcano zmarłym. W czasie tych obrzędów żegnano lato, aby powitać zimę, wygaszano światła w domostwach i wystawiano jadło oraz zapalalano kaganki w specjalnych miejscach spotkań, aby w ten sposób zmylić nieprzyjazne duchy i wspomóc słońce w walce z ciemością. Celci przebierali się w łachmany, aby stać się dla duchów małoatrakcyjnymi i żeby żaden z nich nie chciał w nich zamieszkać.
Halloween obchodzony w krajach anglosaskich jest również kontynuacją tych pogańskich zwyczajów.
Miejsce i czas są więc czynnikami, które determinują rozwój i zmniejszają/pogłębiają obawy ukryte w ludzkiej podświadomości.
Ale strach kontrolowany, który przeżywamy oglądając, słuchając lub czytając niesamowite historie z pogranicza snu i jawy,  rozładowuje leki dnia codziennego. Czyli opowieści z dreszczykiem stają się jakby szczepionką, która uodparnia nas na chwile rzeczywistej grozy i pozwala nam zachować zimną krew w sytuacji realnego zagrożenia.
Jaki jest Twój stosunek do maskarady i do śmiertelnej powagi? 

wtorek, 9 października 2012

Rertrospekcja

   Zastanawialiście się kiedyś jak bardzo zmienił się świat w przeciągu 20, 30, 50, a nawet 100 lat? Myśleliście może o tym, że nie tak dawno rodzice potrafili przygotować swoje dzieci do samodzielnego życia. Dajmy na to: matki uczyły córki gotować, szyć i jak opiekować się młodszym rodzeństwem. Ojcowie przyuczali swoich synów do pracy na roli, w gospodarstwie i przy zwierzętach.
Odnoszę wrażenie, że dziś młode pokolenie nie radzi sobie z dorosłością i odwleka moment usamodzielnienia się: a to ze względu na naukę, a to sytuację na rynku pracy, albo zwyczajnie, tak  jest im wygodniej.
Wydaje mi się, że dorośli wiele mogliby się od młodych nauczyć, zwłaszcza jeżeli chodzi o nowinki techniczne. W jaki sposób rodzice mogą im pomóc wejść w dorosłe życie?
Jakie wartości chciałbyś/chciałabyś przekazać i czego nauczyć swoje dziecko, kiedy jutro wydaje się być niepewne?

   Kiedy nasi dziadkowie, albo ich dziadkowie byli dziećmi do zabawy mogły służyć im przypadkowe przedmioty. Wystarczyła odrobina wyobraźni, a kawałek patyka zmieniał się w pistolet, łuk albo procę, z drewnianych klocków powstawały domy, a nawet całe osiedla. Kolba kukurydzy przeobrażała się w lalę...

Tutaj najmłodsze pokolenie uczy się jak takie lalki wykonać:




Kaczuchy zażywają kąpieli


Szop pracz również


Wiecie z czego słynie dydelf wirginijski?


środa, 3 października 2012

Cząstki elementarne



Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej atom składał się z protonu, neutronu i elektronu oraz pola elektromagnetycznego - tak nas przynajmniej uczono.  Z czasem okazało się, że to nie jest cała prawda. Dowiedziałam się i to głównie dzięki własnej niespożytej ciekawości, że naukowcy mogą wyodrębnić jeszcze mniejsze cząstki. Obecnie znanych jest ich ponad dwieście. Kiedy spojrzysz na atom i na cząstki w nim zawarte, to możesz zauważyć, że zachodzą tam różne interakcje - cząstki drgają, pulsują i niespostrzeżenie zmieniają się.  Przypominają grupę rozbawionych studentów, którzy spotkali się na imprezie w jednym z niewielkich pokoików w koedukacyjnym akademiku. W pierwszej chwili mamy wrażenie chaosu, prawda? Nic z tych rzeczy! Wszystko jest tak, jak ma być. Są na tyle sprytni, że bardzo ciężko przyłapać ich na gorącym uczynku. A każdo badanie supernowoczesną aparaturą okazuje się inne, bo cząstka może być i energią i materią zarazem. Przenikają więc, oddziaływują na siebie i już nic nie jest takie samo jak na początku. Okazuje się, że  nawet przeprowadzone badanie ma na nie wpływ. Idąc dalej tym tokiem myślenia - skoro wszystko wokół nas składa się z atomów, a one z cząstek elementarnych, które są integralną częścią natury i skoro naukowiec wyodrębniając jakąś cząstkę i podczas badania nadaje jej pewne cechy, np.: oświetlenie w warunkach laboratoryjnych dostarcza cząstce dodatkowy zastrzyk energii; Z innej strony, narzędzia i wiedza, którymi się posługuje są niewystarczające, gdyż na poziomie molekularnym procesy zachodzą w zaskakującym tempie, tzn.: cząstka przed i po zbadaniu może okazać się czymś zgoła innym, to znaczy, że każdy z nas ma realny wpływ na swoje otoczenie, bo zarówno my, jak i świat, który nas otacza, składa się z tych właśnie niewielkich cząstek.
 Do czego to się sprowadza? Sprawa według mnie jest prosta jak budowa cepa:
-jeżeli ktoś bardzo pragnie wyzdrowieć, to jest większe prawdopodobieństwo, że wyzdrowieje, niż gdyby się poddał od razu.
-jeżeli ktoś bardzo chce się czegoś nauczyć, to podświadomie będzie do tego dążył.
I tak dalej, i tak dalej. :)