Witajcie! Dziś zapraszam na nową część Odkrywców nowych dróg. Tym razem będzie ona dotyczyć terenów polarnych.
Etapy eksploracji Arktyki
Arktykę, czyli okołobiegunowy teren polarny, do którego zaliczamy Ocean Arktyczny i liczne wyspy (w tym największą z nich Grenlandię) oraz północne krańce Azji, Europy i Ameryki Północnej, ludzkość poznawała etapami. Najwcześniej pojawili się tam Paleo Innuici ludność zajmująca się łowiectwem około 4000 p.n.e.
Później Starożytni Grecy, tacy jak Pyteasz z Massalii (325 r. p.n.e.), który jako pierwszy, udokumentował, że Thule - region dalekiej północy z lodowym morzem naprawdę isnieje.
Wiek IX i X należał do Wikingów, którzy eksplorowali Islandię i Grenlandię.
Od XVI wieku poszukiwano arktycznych tras morskich, które miały skrócić drogę z Północnej Ameryki do Europy i Azji.
Kolejnym etapem były pierwsze wyprawy badawcze mające na celu zmapowanie terenów arktycznych i zdobycie Bieguna Północnego.
Peary i jego zespół w pobliżu Bieguna,
Domena publiczna
Biegun Północny, w przeciwieństwie do Bieguna Południowego, który jest się na stałym lądzie, znajduje się na dryfującym oceanie lodu, co sprawiało, że jest on bardzo trudnym do osiągnięcia celem.
Najbardziej znane są dwie pierwsze ekspedycje, które brały udział w wyścigu na Biegun Północny:
- wyprawa Roberta Peary'ego i Matthew Henson'a, którzy 6 kwietnia 1909 roku wraz z czterema Inuitami mieli zdobyć biegun.
- Frederick Cook publicznie oznajmił, że zdobył biegun wcześniej, w kwietniu 1908 roku.
Dziś, w dobie specjalistycznej aparatury i możliwości dokumentowania, rezultaty obu ekspedycji są kwestionowane.
Ale śmiałków było znacznie więcej, a ekspedycje i badania prowadzone są po dziś dzień.
Załoga sterowca Norge (z Roaldem Amundsen i sponsorem wyprawy Lincoln'em Ellsworth'em) przeleciała nad biegunem 12 maja 1926 roku. I to było pierwsze niekwestionowane dostrzeżenie bieguna.
Okręt podwodny o napędzie atomowym USS Nautilus (SSN-571), który przepłynął pod Biegunem Północnym w 1958 roku bez wynurzania się.
Etapy eksploracji Antarktydy
- Jako pierwsza dotarła tam ekspedycja sponsorowana przez cara Rosji Aleksandra I pod dowództwem Fabiana von Bellingshausen i Michaiła Łazariewa - 28 stycznia 1820r. pierwszy raz zaobserwowano Antarktydę.
John Murray w swym wykładzie z 1893r przedstawił brytyjskiemu Królewskiemu Towarzystwu Przyrodniczemu potrzebę eksploracji Antarktydy. Dzięki temu w 1895r. przyjęto światową rezolucję wskazująca na potrzebę zbadania nieznanego lądu
- Pierwsze zimowanie (wyprawa Belgica z Arctowskim i Dobrowolskim na pokładzie, 1897-1899)
- Ekspedycja Discovery (1901-1904) i Endurance (1914-1917) dowodzone przez Ernesta Shackletona.
Roald Engelbregt Gravning Amundsen w wieku 12 lat zdecydował, że zostanie polarnikiem. Jednak za namową matki zaczął studia medyczne.
W 1893r. przerwał studia medyczne i zaczął przygotowania do wyprawy. Poznawał literaturę fachową, hartował się w lodowatej wodzie, przemierzał na nartach zimowe krainy i zdobywał licencje: najpierw I oficera, a później kapitana.
Początkowo marzył, by zdobyć Biegun Północny. Każda jego wyprawa, w tym poszukiwanie przejścia północno - zachodniego była kolejną fazą przygotowawczą do tej ekspedycji.
Kiedy ich statek "Gjøa" został uwięziony przez zimę i skute lodem wody oceanu, załoga spotkała ludność zamieszkującą Arktykę. To było bardzo spontaniczne i przyjazne spotkanie. To od nich nauczyli się jak przetrwać w ekstremalnych warunkach. Zaobserwowali jak Eskimosi się odżywiają (praktyczne okazało się robienie zapasów pożywienia), jak chronią się przed chłodem (noszą ubrania ze skóry), w jaki sposób polują i jak się przemieszczają na duże odległości (sanie i psie zaprzęgi).
Roald Amundsen był bardzo rozczarowany, kiedy okazało się, że Biegun Północny został już zdobyty przez Peary'ego.
Mimo to, kiedy dostał wsparcie finansowe od króla Norwegii i Szwecji postanowił je wykorzystać.
W tym czasie do Antarktydy wypłynęła angielska ekspedycja Terra Nova, a na czele tej wyprawy stał Robert Falcon Scott.
Amundsen zdecydował, że musi zdobyć Biegun Południowy przed Brytyjczykami, jednak swój zamiar zachował w tajemnicy nawet przed własną załogą i sponsorami.
Zaczął odważnie z Morza Rossa i Zatoki Wielorybów w kierunku Lodowca Szelfowego Rossa. Zaryzykował założyć swą bazę na lodzie, który był niestabilny.
Jako zwierzę pociągowe wybrał psy grenlandzkie, a nie kuce syberyjskie, tak jak Brytyjczycy.
Wziął ze sobą: sanie i narty, gogle narciarskie, skórzane ubrania i aby uniknąć szkorbutu zapasy suszonego mięsa.
Pamiętając czas, kiedy ich statek utknął w lodowatej wodzie i aby poprawić morale załogi zabrał książki, gramofon oraz instrumenty muzyczne.
Amundsen o swoim zamiarze zdobycia Bieguna Południowego nie poinformował nawet przeciwnika. Jakie musiało być ich zdziwienie, kiedy ekipa Terra Nova płynąc na zachód spotkała ludzi Amundsena?
Jednak jak czytamy w zapiskach, polarnicy i ich załogi były dla siebie uprzejme.
Norweg, podpatrując Innuitów, wybrał taktykę, aby zdobywać nowe odcinki i zostawiać tam zapasy prowiantu i nie nieść ich wszystkich ze sobą w stronę bieguna.
19 października Amundsen stwierdził, że czas nagli i muszą spróbować.
17 listopada pokonując góry miał wyjść prosto na biegun.
Za 85 równoleżnikiem pogoda nieoczekiwanie załamała się. Polarnicy ustalili, że muszą pozbyć się części psów. To była dla nich najtrudnniejsza decyzja. Amundsen Lodowiec Axela Heiberga nazwał w swoich zapiskach "Lodowcem Diabła".
8 grudnia 1911r zmierzyli swoje położenie i okazało się, że dotarli dalej niż ktokolwiek przed nimi. A 14 grudnia 1911r. człowiek po raz pierwszy stanął na Biegunie Południowym. Odkrywcy wbili tam norweską flagę. Na cześć norweskiego władcy nazwano Morze Króla Haakona VII, a norweski sektor antarktyczny - Ziemią Królowej Maud - jego małżonki.
Bazę norweskich polarników nazwano Polheim - czyli dom na biegunie.
Tam właśnie zostawili list i zapasy dla ekipy Scotta z uprzejmą prośbą, by przekazali wieści o zdobyciu Południowego Bieguna całemu światu. Prawdopodobnie przypuszczali, że nie uda im się z tej wiecznej zmarzliny powrócić do domu.
Ekipa Scotta osiągnęła biegun 17 stycznia 1912 roku, cztery tygodnie po Amundsenie.
30 stycznia statek Norwegów opuścił już Zatokę Wielorybów i skierował się w stronę Australii.
Wyprawa Scotta nie miała tyle szczęścia. Odkrywcy trafili na bardzo złą pogodę. A kiedy odnaleźli norweską flagę wetchniętą w biegun, ich morale bardzo spadło. Byli wycieńczeni Walczyli z odmrożeniami, mrozem i zamiecią. W końcu skończyły im się siły i zapasy.
Przedstawiciele Królewskiego Towarzystwa Geograficznego krytykowali Amundsena, że do końca ukrywał swoje plany.
Powyżej Roald Amundsen, który poprowadził pierwszą wyprawę na Biegun Południowy, był pierwszym człowiekiem, który zdobył oba bieguny, a także pierwszym człowiekiem, który odnalazł Przejście Północno-Zachodnie.
Antarktyda, dzięki Układowi w sprawie Antarktyki (Antarctic Treaty z 1 grudnia 1959 r. podpisanego przez 12 państw w Waszyngtonie) i który wszedł w życie 23 czerwca 1961 r., jest strefą wolną od konfliktów zbrojnych, przeznaczoną wyłącznie do celów pokojowych i badań naukowych.
Antarktyda nie ma stolicy i nie ma ludności stałej, ale znajdują się tam liczne stacje badawcze, ponieważ kontynent pokryty w 98% lodowcem wciąż skrywa wiele tajemnic i niezwykłości. Zaliczamy do nich prehistorczne organizmy, przezroczyste ryby, krwiste wodospady, śpiewające lodowce oraz piramidy.
Polska ma wieloletnie tradycje nad badaniem Białego Lądu. Działają tam dwie stacje badawcze: Stacja Arctowskiego i Stacja Dobrowolskiego.
Marek Kamiński jako pierwszy człowiek zdobył oba bieguny ziemskie w ciągu jednego roku - 1995: 23 maja 1995 r. dotarł na Biegun Północny z Wojciechem Moskalem, a 27 grudnia 1995 r. na Południowy samotnie.


I kolejna porcja ciekawostek. Super artykuł!
OdpowiedzUsuńDziękuję! Mnie bardzo podnosi na duchu pomysłowość, hart ducha, przekraczanie własnych granic. Niesamowita jest historia ludzkich odkryć.
UsuńSerdecznie pozdrawiam. 🤗 🫶
Powiew zimna... ;) Bardzo ciekawy post.
OdpowiedzUsuńNo w porównaniu z Antarktydą mamy całkiem cieplutko.😉😊
UsuńOglądałam ostatnio film "Walka z lodem" o wyprawie w celu udowodnienia, że Grenladia jest jedną wyspą.
OdpowiedzUsuńPamiętam jeszcze jeden tytuł .. chyba "Terror", ale to już był bardziej film grozy osadzony w klimacie śniegu i lodu. Jest też książka. I właśnie tak mi się to wszystko kojarzy. Ciemność, zimno, niekiedy samotność i śmiertelne niebezpieczeństwo.
Czytałam jeszcze jedną książkę w tym klimacie, ale nie pamiętam tytułu :( Chciałam ją kupić bo to był całkiem inny wymiar niepokoju i strachu. Samotność, ciemność, mróz i dziwne rzeczy. Jak sobie przypomnę tytuł to polecę :D
Szukałam i szukałam... znalazłam :)
UsuńMichelle paver-cienie w mroku
Terror - to skojarzyło mi się z tragiczną wyprawą F. Franklina, cel znalezienie Przejścia Północno-Zachodniego - z Grenlandii na Kamczatkę. Wyprawie towarzyszyły 2 statki - Terror i Erebus - skończyła się tragicznie - cała załoga - 129 osób zmarła z wycieńczenia.
UsuńPowinno być - Johna Franklina...
UsuńRenfri, dziękuję za polecenia. Wiem, że Tobie zimowy krajobraz Antarktydy nie kojarzy się zbyt dobrze, ale są tacy, którzy o niej wręcz marzą, potrzebują się z nią zmierzyć i doświadczyć na własnej skórze.
UsuńNadludzki wysiłek jacy wkładają badacze i śmiałkowie napawa mnie dumą i nastraja optymistycznie, że są idee warte takiego poświęcenia.
Serdecznie Cię pozdrawiam.🤗🫶
Nigdy nie byłam mocna w wiedzy o historii, ale piszesz o tym tak ciekawie, że aż się chce czytać :) Historia ekipy Scotta jest bardzo smutna, ale skupię się na pozytywach. Podejdę do wniosków mniej historycznie, a bardziej socjologicznie: największe odkrycia najczęściej powstają z naszej wygody i/lub ambicji :) Wygoda każe nam znaleźć takie wyjście, by sobie skrócić drogę, a ambicja nieraz sprawiła, że odkrywaliśmy coś zupełnie przez przypadek ;)
OdpowiedzUsuńNapiszę to jeszcze krócej: potrzeba jest matką wynalazku. 😄 A nasze motywacje często wywodzą się z potrzeby. I tutaj pokuszę się o przytoczenie piramidy potrzeb Masłowa. Wystarczy ją znać i już wiadomo, jaką potrzebę inni chcą zaspokoić. Najbardziej interesujące są dwa najwyższe piętra, lecz do ich realizacji niezbędna jest podstawa. Serdecznie Cię pozdrawiam.🤗🫶
UsuńA to zbiegowisko okoliczności :)
OdpowiedzUsuńOd czasu do czasu piszę dla naszej 12-letniej wnuczki opowiadania i właśnie mam na tapecie opowiadanie o R. Amundsenie.
Wtrącę więc tutaj 2 grosze - z tekstu wpisu to nie wynika, ale wyprawa Amundsena spędziła na Antarktydzie ponad rok.
No i sprawa psów - w niektórych źródłach znalazłem informację, że decyzja o ich zabijaniu wynikała z chłodnej kalkulacji - w miarę posuwania się naprzód ubywało ładunku a więc psy nie były potrzebne a trzeba było jej karmić. Amundsen polecił więc zabijać niepotrzebne psy a ich mięsem karmić te które ciągnęły dalej - sam Amundsen również jadł psie mięso.
Liczby - na początku wyprawy było 56 psów, do bieguna dotarło 16, na statek wróciło 11.
Po zdobyciu bieguna Amundsena zaprosiło Brytyjskie Towarzystwo Geograficzne - miał tam odczyt na temat swojej wyprawy, po odczycie Lord Curzon (ten sam który wymyślił Linię Curzona) wzniósł toast - three cheers to the dogs.
Amundsen mocno się obraził i natychmiast wyjechał z Londynu.
A jakże! Zbiegowisko! 😄 Cały rok na Antarktydzie, a niektórzy jęczą, bo mają zaledwie 3 miesiące często byle jakiej zimy. Tam u Ciebie, to chyba w ogóle śniegu nie widzieliście od lat? 😀
UsuńSprawa psów, dla mnie, bardzo przykra, ale jak by się tak dobrze zastanowić, to człowiek, który bierze sobie zwierzę, jest odpowiedzialny za jego los. Nie powinien więc skazywać go na cierpienie, bo to jest nieetyczne. Nie wiemy, czy psy z polarnej ekspedycji, przetrwałyby same na śnieżnej pustyni.
Z podjętego przez Ciebie zagadnienia wyrastają kolejne kwestie moralne i filozoficzne.
Po pierwsze, ludzkość spożywała mięso i produkty odzwierzęce od zawsze, tj.: odkąd pojawiły się na ścianach piktogramy zwierząt i polujących na nie myśliwych. Lord Curzon zapewne też był ich smakoszem, więc nie chodziło tu o wojujący wegetarianizm, a fakt, że ciężko zniósł porażkę swoich rodaków na Biegunie Południowym. Niestety sukces okupiony jest wielkimi ofiarami.
Druga kwestia, to odpowiedzialność przywódcy (w tym przypadku Amundsena) za załogę i ich los.
Myślę, że w tym przypadku utylitaryzm, czyli dążenie do „największego szczęścia największej liczby ludzi” można uznać za najwyższe dobro moralne.
Dziękuje za Twoje komentarze. 👍
Śnieg w Australii - teoretycznie nasze Alpy Australijskie mają w zimie pokrywę śnieżną o powierzchni większej niż Szwajcaria.
UsuńJa "odkryłem" w Australii narciarstwo terenowe i biegowe. W rezultacie uczestniczyłem w około 40 maratonach narciarskich, z tego 15 w Australii.
Z drugiej strony większość osób mieszkających w Australii na pewno nie dotknęła własną ręką śniegu.
Amundsen i psy - mam wrażenie, że Amundsen był bardzo zdeterminowaną osobą, typu - cel uświęca środki. Wystarczy spojrzeć na zdjęcie.
Moim pierwszym źródłem wiadomości na jego temat była książka radzieckiego pisarza - Aleksandra Jakowlewa a ten wspomina o bezwzględnym charakterze Amundsena.
Jego przeciwieństwem był F. Nansen - też polarnik, ale bez obsesji zdobycia czegokolwiek, a do tego humanista - twórca paszportów nansenowskich.
Przed laty zwiedzałem w Oslo wybudowany według wskazówek Nansena, statek Fram. Było to dla mnie spore przeżycie.
Zawsze warto dowiedzieć się czegoś nowego o antypodach.🙂
UsuńZa narty podziwiam i oczywiście kibicuję.👍
Amundsen na pewno był osobą bardzo praktyczną i przewidującą. Przypomniała mi się powieść "A lasy wiecznie śpiewają" Trygve Gulbranssen lubie wracać do niej kiedy myślę o ludziach zdeterminowanych i surowych. Wydaje mi się, że ludzie świadomie lub nie przystosowują się do warunków, w których żyją. Daleka północ to nie są tropiki, gdzie drzewa owocują niemal cały rok. Przetrwanie zależy w dużej mierze od dyscypliny, pomysłowości i chęci współpracy.
Dziękuję za polecenia. Chętnie się z nimi zapoznam. 👍
Z wielka przyjemnoscia przeczytalam Twoj skrotowy wpis dobrze przedstawiajacy dluga historie penetracji biegunow.
OdpowiedzUsuńZnam ja z wielu ksiazek ale ta najbardziej szczegolowo opisujaca wyscig Amundsen - Scott jest wedlug mnie "The Last Place on Earth" by Roland Huntford.
Mialam taki okres w zyciu gdy skupilam sie wlasnie na literaturze przedstawiajacej historie odkryc - lacznie z afrykanskimi, poludniowo/amerykanskimi, azjatyckimi. Co za ciekawe i bohaterskie wydarzenia !
Pieknie z Twej strony ze nam przypominasz a w dodatku robisz to bardzo zgrabnie.
Dobrze sie czyta - dziekuje.
Witaj Serpentyno! Sama jestem ciekawa tych odkryć. Post i tak wydaje mi się bardzo długi, ale ja chciałam wybrać tylko najistotniejsze fakty. Tych wypraw na bieguny, prób dotarcia i zbadania Białego Lądu była przecież cała masa!
UsuńNajbardziej zaciekawiło mnie jak Amundsen przygotowywał się do zdobycia bieguna. Znalazłam opis jak podczas przeprawy przejściem północno zachodnim, spotkali Innuitów i z jakim szacunkiem ich przyjęli. Statek Gjøa był uwięziony w zamarzniętych morskich wodach do wiosny.
To spotkanie było wyjątkowe. Do tej pory odkrywcy traktowali tubylców z góry. Tym razem zachowali się jak współcześni antropolodzy. Może to przez zasady panujące u ludów dalekiej północy, a może to dlatego, że stali się od nich zależni? W każdym bądź razie te pierwsze spotkanie i więź, która się między nimi zawiązała była niezwykła.
Serdecznie pozdrawiam 🤗 🫶
Wielki szacunek dla tych wszystkich polarników za ich wyczyn.
OdpowiedzUsuńNie nadawałabym się na taką wyprawę, za zimno, za trudne warunki, strach!!!
Ta notka chyba najciekawsza:-)
O dziękuję! Rzeczywiście rywalizacja podnosi emocje, ale też warunki polarne są ekstremalne. Zdobywanie biegunów przypomina zdobywanie ośmiotysięczników.
UsuńSerdecznie pozdrawiam. 🤗 🫶
Uwielbiam, jak pokazujesz nie tylko same daty i fakty, ale też ludzkie historie – determinację, spryt i trudne wybory polarników, jak Amundsen czy Shackleton. Fajnie też, że wspomniałaś o polskich stacjach badawczych i Kamińskim – to świetny akcent lokalny, który dodaje tekstowi głębi. Czytając to, naprawdę można poczuć ekstremalne warunki, z jakimi mierzyli się odkrywcy, i docenić, jak trudna była każda wyprawa. Dzięki za tę lekcję historii i inspirację do marzeń o dalekich podróżach
OdpowiedzUsuńWitaj Andrzeju! Poszukiwanie inspirujących historii to moja pasja. Cieszę się, że czytanie moich tekstów sprawia Ci przyjemność. Radość jest zatem podwójna. Serdecznie pozdrawiam i nie przestawaj marzyć.🤗
UsuńOdkrywców tych arktycznych terenów podziwiam podwójnie! Jestem wielkim zmarzluchem i pewnie zamarzłabym tam w jednej chwili!
OdpowiedzUsuńA oni z takim prostym sprzętem, nie to co dzisiejsze wypasione kombinezony, szli w taki mróz i nieznane!
Amundsen był naprawdę pomysłowym człowiekiem, jeśli nawet o rozrywce dla swych ludzi pomyślał😊
Świetny wpis! Dzięki za taką fajną dawkę wiedzy!
Pozdrawiam cieplutko!😊
Dziękuję Edytko za dobre słowo.🤗 Widać, że wiele rzeczy umiał przewidzieć i zaplanować. Serdecznie pozdrawiam. 🤗 🫶
UsuńPod takim dobrym dowódcą, to nie strach było iść w nieznane...aż tak😁
UsuńPozdrawiam kochana!
Poszłabym gdzieś w nieznane, choćby dziś.😉☺️
UsuńCZĘŚĆ I
OdpowiedzUsuńFascynujący wpis — dziękuję! Dużo się z niego dowiedziałem zupełnie nowych rzeczy, a przy okazji odświeżyłem swoją wiedzę. Po raz pierwszy przeczytałem o Pyteaszu z Massalii — nie przypuszczam, abyśmy kiedykolwiek uczyli się o nim w szkole. Po kilkunastu minutach lektury w Wikipedii widzę jednak, że była to postać naprawdę niezwykła i chętnie przeczytałbym coś więcej o jego wyprawach oraz o tym, jak w jego czasach wyobrażano sobie świat.
Wyprawa Scotta nie miała tyle szczęścia. Odkrywcy trafili na bardzo złą pogodę. A kiedy odnaleźli norweską flagę wetkniętą w biegun, ich morale bardzo spadło.
Trudno mi sobie wyobrazić ogrom rozczarowania Scotta i uczestników jego wyprawy, gdy uświadomili sobie, że nie byli pierwsi. Droga powrotna musiała być psychicznie potwornie ciężka — wracali bez „złotego medalu”, bez triumfu, który usprawiedliwiłby trud i cierpienie. I niestety, nie wrócili.
Jeśli chodzi o Ernesta Shackletona, to podczas jednej z moich wypraw biwakowo-kanu czytałem książkę o jego ekspedycji (niestety nie pamiętam już tytułu). Była bardzo interesująca, ale nie zdążyłem jej skończyć — przez nieuwagę zostawiłem ją na noc na zewnątrz, a że padało, rano nadawała się już tylko do ogniska. Zresztą nie pierwszy raz przydarzyła mi się taka sytuacja 😕.
Chylę czoła przed tego rodzaju podróżnikami, szczególnie tymi, którzy decydują się na zimowe wyprawy — czy to na bieguny, czy w niedostępne rejony górskie. W takich warunkach jedno niedopatrzenie, jeden drobny błąd mogą bardzo szybko zakończyć się tragedią.
Najbardziej uderzające jest jednak to, że ponad sto lat po epoce wielkich ekspedycji polarnych, w czasach sztucznej inteligencji, satelitów i dronów, Arktyka wciąż wymyka się pełnej kontroli człowieka. Mimo ogromnego postępu technicznego Daleka Północ pozostaje przestrzenią, w której najpierw trzeba nauczyć się przetrwać — dopiero potem można myśleć o dominacji. Natura nadal potrafi wyznaczać granice naszym ambicjom.
O Marku Kamińskim czytałem w kontekście jego wyprawy przez pustynię w Australii. On również należy do grona ludzi naprawdę wyjątkowych i budzących podziw. Dla niektórych takie podróże są integralną częścią życia — czymś niemal naturalnym. Choć sam lubię podróżować, to odkrywcy pokroju Kamińskiego, Scotta czy Amundsena stanowią zupełnie odrębną, niemal elitarną kategorię osobowości.
Witaj Jacku! Miło mi gościć Cię znów na moim blogu. Naprawdę inspirujące są dla mnie historie odkrywców i chętnie się z nimi zapoznaję.
UsuńZgłębiając wiedzę na temat terenów polarnych zastanowiły mnie roszczenia poszczególnych państw odnośnie Arktyki i Antarktydy.
Arktyka podzielona jest na strefy wpływów: Rosji, Kanady, USA (przez Alaskę), Danii (poprzez Grenlandię) oraz Norwegii. Każde z państw posiada 200 tys. km dna morskiego graniczącego z jego terytorium.
Z kolei Antarktyda na podstawie Traktatu Antarktycznego z 1959 roku, ma zamrożone roszczenia terytorialne i pozostaje naturalnym rezerwatem przyrody poświęconym pokojowi i nauce. Ta sytuacja może się jednak zmienić w 2048r., gdyż Protokół Madrycki (z 1998r) zakłada, że jego ustalenia mogą być zrewidowane po 50 latach od kiedy wejdą w życie.
Siedem państw rości sobie prawa do Antarktydy (Argentyna, Australia, Chile, Francja, Nowa Zelandia, Norwegia oraz Wielka Brytania).
Co ciekawe tereny polarne Arktyki mogą skrywać nawet 25% światowych zasobów ropy naftowej i gazu.
Na Antarktydzie są metale szlachetne i metale rzadkie.
Stąd się właśnie bierze zainteresowanie polarnictwem u naszych polityków.😄
Ja regularnie goszczę na Twoim blogu, choć nie pozostawiam po sobie widocznego śladu!
UsuńO Arktyce i o podziale stref wpływów czytałem już dość dawno temu i już wtedy pomyślałem, że kiedyś może to stać się bardzo spornym punktem pomiędzy tymi państwami. Wraz ze zmianami klimatycznymi Arktyka staje się coraz bardziej dostępna, a niektóre kraje zaczynają tam wkraczać bez wyraźnego „pozwolenia”, najwyraźniej nie obawiając się większych konsekwencji.
Jeden z kanadyjskich fotografów, który od lat intensywnie dokumentuje Arktykę, opowiadał, że podczas jednej z wypraw na dalekiej północy zauważył wynurzającą się łódź podwodną — najprawdopodobniej rosyjską. Pokazuje to dobitnie, jak duże znaczenie strategiczne ma dziś ten region.
Jeśli chodzi o Antarktykę, to tego akurat nie wiedziałem. Na szczęście wśród państw zaangażowanych w sprawy tego kontynentu nie ma Chin, Rosji czy Korei Północnej 😁, więc mam nadzieję, że przyszłe negocjacje będą przebiegały spokojniej i bez poważniejszych napięć.
Jak to się mówi pożyjemy zobaczymy.😃
UsuńCZĘŚĆ II
OdpowiedzUsuńJako że Lech wspomniał o wyprawie Johna Franklina, chciałbym dorzucić od siebie kilka informacji.
Franklin jest najczęściej kojarzony jako dowódca ekspedycji z 1845 roku, której celem było odnalezienie Przejścia Północno-Zachodniego. Wyruszył z 129 ludźmi na pokładach dwóch okrętów: HMS Erebus i HMS Terror. Oba statki zostały uwięzione w lodach w pobliżu Wyspy Króla Williama, a cała załoga zginęła. Sam Franklin zmarł już w 1847 roku, zanim podjęto dramatyczną próbę opuszczenia jednostek.
Przyczyn klęski było zapewne kilka. Coraz częściej wskazuje się na zatrucie ołowiem — pochodzącym prawdopodobnie z lutowanych puszek z żywnością lub z instalacji wodnych na statkach. Do tego dochodziły szkorbut, głód, wyczerpanie oraz ekstremalne warunki arktyczne. Istotny był też czynnik kulturowy: brytyjscy oficerowie w dużej mierze zignorowali wiedzę Inuitów, którzy od pokoleń potrafili przetrwać w tamtym środowisku. Gdyby przyjęto ich sposoby życia — lżejszy ekwipunek, większą mobilność, inne metody zdobywania pożywienia — los wyprawy mógłby potoczyć się inaczej. Mentalność epoki często kazała jednak traktować rdzenną ludność jako „niższą cywilizacyjnie”, a nie jako źródło bezcennej wiedzy. Czytałem kiedyś książki o przetrwaniu na dalekiej północy i rzeczywiście — niektóre metody mogą wydawać się nam nieprzyjemne czy wręcz odpychające, ale w tamtych warunkach są po prostu koniecznością. Tego dumni Brytyjczycy prawdopodobnie nie potrafili zaakceptować.
Przez ponad 150 lat los ekspedycji Franklina pozostawał zagadką. Dopiero niedawno odnaleziono wraki Erebusa i Terroru, co ponownie rozbudziło zainteresowanie tą dramatyczną historią. W Kanadzie pamięć o niej jest wciąż żywa — upamiętniono ją na monetach Mennicy Royal Canadian Mint — zwykłej, srebrnej i złotej — oraz na znaczkach pocztowych Poczty Kanadyjskiej.
W 2015 r. kanadyjscy i brytyjscy naukowcy, badając 36 fragmentów kości odnalezionych na Wyspie Króla Williama, doszli do wniosku, że przekazywane ustnie przez Inuitów relacje o kanibalizmie wśród członków załogi miały podstawy w rzeczywistości.
Mało kto pamięta, że Franklin był wcześniej związany także z terenami dzisiejszego Ontario. W 1825 roku przemierzał rejon zatoki Georgian Bay (część jeziora Huron) podczas jednej ze swoich wcześniejszych wypraw i jedna z wysp została nazwana jego imieniem — Franklin Island. Stanowi ona w dużej części własność korony (crown land, czyli ziemie publiczne). Miałem okazję biwakować na niej dwukrotnie — w 2014 i 2015 roku — co nadaje tej historii dla mnie bardzo osobisty wymiar. Co ciekawe, od czasu pandemii COVID wyspa stała się popularnym celem wypraw kanuistów i kajakarzy (można biwakować praktycznie bez opłat), a według statystyk moje wpisy blogowe na temat tej wyspy należą do najczęściej odwiedzanych.
Pozdrawiam!
Nie wiem, czy Lech zechce odpowiedzieć?
UsuńCzytając Twój tekst i historie innych wypraw polarnych również zauważyłam, że głównym problemem był brak odpowiedniego przygotowania polarników.
Trudno wszystko przewidzieć, kiedy robi się coś pierwszy raz, ale bez otwartego umysłu łatwiej o klęskę. Wiedza i szukanie porozumienia z ludnością tubylczą może ratować życie.
Dzięki za ciekawe komentarze. Pozdrawiam 🤗
Nawet najbardziej nowoczesna i najlepiej przygotowana wyprawa w XXI wieku może się nauczyć bardzo wiele od rdzennych mieszkańców danych terenów. Często stosują oni metody, które z naszej perspektywy mogą wydawać się „prymitywne”, ale w rzeczywistości są rezultatem tysięcy lat doświadczeń i doskonałego dostosowania do lokalnych warunków. To właśnie dzięki nim ludzie byli w stanie tam przetrwać przez całe pokolenia.
UsuńBrytyjczycy byli jednak zawsze bardzo dumni ze swoich tradycji. Czytałem kiedyś, że ich mundury wojskowe bywały zupełnie niepraktyczne w danych warunkach klimatycznych, ale mimo to ich nie zmieniano — ponieważ oznaczałoby to, że żołnierze nie wyglądaliby już jak „żołnierze Jego Królewskiej Mości”.
A na marginesie… czy czytałaś może książkę Alive autorstwa Piersa Paula Reada o katastrofie urugwajskiego samolotu w Andach w 1972 roku? To niezwykle poruszająca relacja, która pokazuje, do jak dramatycznych decyzji ludzie muszą się czasem posunąć, aby przeżyć w skrajnych warunkach. Ale przeżyli!
Książki nie czytałam, ale widziałam film o tej katastrofie w Andach pt: "Society of the Snow". Opowiada o niej również film pod tym samym tytule: "Alive" na podstawie książki.
UsuńZ tego co pamiętam, porusza kontowersyjny temat kanibalizmu wśród pasażerów. Ciekawa jestem jak Ty to widzisz?
Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Po jej przeczytaniu spędziłem jeszcze kilka godzin w Internecie, oglądając zdjęcia, studiując mapy miejsca katastrofy oraz czytając różne dodatkowe informacje — także o dalszych losach bohaterów tej historii.
UsuńWarto też pamiętać, że wszyscy ci młodzi ludzie byli katolikami i podjęcie takiej decyzji nie było dla nich wcale łatwe. Zmagali się z ogromnym dylematem moralnym. Trzeba jednak podkreślić jedną bardzo ważną rzecz: ich decyzja nie spowodowała żadnej krzywdy wśród ocalałych. Nie skrzywdzili ani nie zabili nikogo, aby przeżyć — korzystali jedynie z ciał tych, którzy już wcześniej zmarli w katastrofie lub z powodu odniesionych obrażeń.
Nie zawsze tak bywało w historii. Zdarzały się przecież przypadki kanibalizmu, w których zabijano innych ludzi, aby zdobyć pożywienie — choćby podczas wielkich klęsk głodu czy oblężeń, jak na przykład w czasie głodu na Ukrainie czy oblężenia Leningradu. To zupełnie inna, znacznie bardziej dramatyczna sytuacja.
Dlatego w tego rodzaju ekstremalnych przypadkach bardzo trudno — a moim zdaniem wręcz nie należy — wydawać łatwych osądów z perspektywy wygodnego życia w normalnych warunkach. Są w życiu sytuacje tak skrajne i nieludzkie, że ocena decyzji podjętych w takich okolicznościach przez osoby, które same tego nie przeżyły, jest właściwie niemożliwa.
Myślę na przykład o żołnierzach w czasie wojny, którzy nieraz muszą w ułamku sekundy podejmować decyzje mające ogromne i nieodwracalne konsekwencje, czasem prowadzące do śmierci wielu ludzi. Z perspektywy czasu bywa, że okazuje się, iż były to decyzje błędne lub niepotrzebne — ale czy naprawdę możemy ich za to osądzać, skoro działali w ekstremalnych warunkach, pod ogromną presją i często w najlepszej wierze? Przynajmniej decyzje podjęte w Andach nie wiązały się z tego rodzaju konsekwencjami.
Kanibalizm oczywiście budzi w nas naturalny odruch wstrętu — wydaje się czymś przerażającym i odpychającym. Ale w tej konkretnej sytuacji był to dla nich po prostu jedyny sposób, aby przeżyć. Ostatecznie dzięki tej dramatycznej decyzji udało się uratować 16 osób.
Tak to bardzo skomplikowane zagadnienia, które powinny być rozpatrywane indywidualnie przez pryzmat katastrofy i ratowania ludzkiego życia.
UsuńW sytuacji katastrofy morskiej, kapitan ma prawny obowiązek udzielenia pomocy osobom, jeśli nie zagraża to jego statkowi i załodze.
Osoby, które ratują mienie mają prawo do wynagrodzenia ok. 30% wartości uratowanego mienia.
W przypadku zanieczyszczeń wód morskich za straty odpowiedzialni są właściciele floty, lecz to objęte jest przeważnie ubezpieczeniem.
W razie wypadku lotniczego obowiązuje Prawo Lotnicze i Konwencja Montrealska z 1999 r., która zakłada, że kapitan statku powietrznego ma prawny obowiązek ratowania pasażerów i członków załogi.
Odnośnie klęsk żywiołowych obowiązuje prawo danego kraju.W przypadku katastrof o charakterze transgranicznym, zastosowanie mają międzynarodowe standardy pomocy oraz ochrona praw człowieka, nakazujące zapewnienie godności i pomocy poszkodowanym.
Solidna porcja bardzo ciekawych informacji, dzięki:)
OdpowiedzUsuńOglądałam ostatnio kilka filmów dokumentalnych i powiem szczerze, że jestem pod wrażeniem odwagi, desperacji, samozaparcia i w gruncie rzeczy poświęcenia, kolejnych ekip uczestniczących w wyprawach badawczych.To jest niesamowite!
Mamy teraz cieplejsze dni i takie zdecydowanie bardziej mi odpowiadają:)
Pozdrawiam cieplutko 🌷🌞🤗
Krajobrazy jak z krainy Królowej Lodu wyglądają baśniowo, ale wszyscy czekamy już wiosny. Serdecznie pozdrawiam 🤗 🫶
UsuńW historii odkryć ważny jest nie sam fakt zdobycia czy odkrycia jakiegoś miejsca lecz również świadomość jak różne wyprawy łączyła odwaga, przygotowanie i umiejętność uczenia się od miejscowej ludności. Eksploracja to nie tylko wyścig o pierwszy krok na nieznanym lądzie , ale też proces zdobywania wiedzy i doświadczenia. To podróż, która zostawia ślady w historii i inspiruje kolejne pokolenia.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ☀️
Tak. W tym przypadku zdobyte doświadczenie decydowało o sukcesie wyprawy. Myślę, że taktyka Peary'ego czy Amundsena sprawdza się po dziś dzień w nieznanym terenie. Warto więc podpatrywać tubylców i ich sposoby na przetrwanie: unikanie zagrożeń, zdobywanie pożywienia, sposób ubierania się, itp. itd... Serdecznie pozdrawiam.🤗🫶
UsuńZawartości tutaj nie tylko ciekawski ale sporo wiedzy :) Ahh ten świat i jego odkrywanie - jest niesamowite
OdpowiedzUsuńZgadza się! 😉😊
UsuńWspaniale to opisałaś. Podziwiam Twoją wiedzę i sposób w jaki opisałaś te wyprawy oraz jak nakreśliłaś charakterystykę czołowych odkrywców i podróżników, szczególnie Amundsena.
OdpowiedzUsuńA wiesz, że nasz moderator z Dyskusyjnego Klubu Książki też nazywa się tak, jak nasz pierwszy polski podróżnik, który zdobył dwa bieguny w ciągu roku?!
Tyle, że on lubi wyprawy kajakowe, jest historykiem z wykształcenia i pisze opowiadania SF, póki co do szuflady.
Pozdrawiam Cię serdecznie. Dobrego, słonecznego weekendu Moja Droga!