poniedziałek, 5 maja 2014

Droga - Matka - Route 66

Podejrzewam, że najlepszym sposobem poznania Ameryki jest przejechanie jej wzdłuż i wszerz. W innych przypadkach zawsze będzie to jakiś wycinek rzeczywistości, a nie ogólny jej zarys. Nie sposób też w inny sposób docenić walorów tych terenów, trzeba wszystko doświadczyć na własnej skórze. Ciekawą alternatywą jest podjęcie właśnie takiej podróży historycznym szlakiem - Route 66, który prowadzi z Chicago w Illinois do Los Angeles, na drugi kraniec USA i wybrzeża Oceanu Spokojnego, przez trzy strefy czasowe i poprzez stany: Missouri, Kansas, Oklahomę, Texas, Nowy Meksyk i Arizonę, aż do Kalifornii i Santa Monica - ostatni odcinek dobudowany w ciągu 10 lat od otwarcia w 1926r., ogólnie 2448 mil - tj. 3940 km. Taka podróż sentymentalna o dziwo jest ciągle na czasie, dzięki legendzie stworzonej przez film "Urodzeni mordercy", kreskówkę "Auta", muzykę popularną nawiązującą do tej trasy ( Bobby Troupe, Depeche Mode, Rolling Stones) i literaturę ("Grona Gniewu" - J. Steinbeck'a), a także dzięki nostalgii do Ameryki w czasach  jej świetności. Nawet jeśli dziś "Historic U.S. 66 Route" nie jest już autostradą krajową (od 1985r.), to wciąż przyciąga rzeszę poszukujących atrakcji turystów. Słyszałam, że najciekawszy historycznie i krajobrazowo odcinek znajduje się w Arizonie i Nowym Meksyku, mimo to, pokażę wam zdjęcia z rodzinnej restauracji przy Route 66, jeszcze na starcie w Illinois, z ogromną nadzieją, że na legendarny szlak jeszcze wrócę.

 



White Fence Farm słynie z dań z kurczaka, ale ja wybrałam pieczoną rybę, 
która okazała się strzałem w dziesiątkę.
Rodzinna restauracja pochodzi z końca lat dwudziestych ubiegłego stulecia
i wydaje się jakby czas się tam zatrzymał.
 Myślę, że to również zasługa zgromadzonych tam eksponatów.












wtorek, 15 kwietnia 2014

Ab ovo ad mala

Czyli "od jaja do jabłek". Zwrot pochodzi ze starożytnego Rzymu, gdzie rozpoczynano wieczerzę jajkami, a kończono jabłkiem i oznacza: "od początku do końca".
 Mi, nie wiedzieć czemu, kojarzy się z typowo polskimi przysłowiami:
"Czym skorupka na starość nasiąknie, tym na starość trąci"
oraz 
"Niedaleko pada jabłko od jabłoni".

Tak wyglądają koszyczki i pisanki ozdobione przez
dzieci z polskiej szkoły sobotniej.




A tak wygląda tradycyjne zbieranie jajeczek w amerykańskim miasteczku.
Właściwie maleńkim miasteczku (Safety Town), gdzie dzieci uczą się zasad ruchu drogowego.
Jajeczka wypełnione są łakociami lub małymi zabawkami.




piątek, 24 stycznia 2014

Tricster Galery

Dlaczego Tricster? Ano dlatego, że mimo wszystkich swoich wad, intryg i gierek, napędza koło przyczyn i skutków, przez co napędza bieg historii. To właśnie on pilnuje, żeby coś się działo, a poprzez swoje zaprzeczenie oraz bunt wobec zastanych zasad, tworzy nową rzeczywistość. Postać i archetyp pojawia się  w niemal każdej znanej kulturze i religii. Również u Indian Ameryki Północnej.




Długo nie rozumiałam, jak ważna jest to postać. Pojełam to dopiero, gdy dotarłam do Trickster Galery i zobaczyłam obraz przedstawiający Healing Wheel. Wtedy wszystko wydało mi się jasne. Budynek jest skromny, z  wyglądu przypomina stodołę,  Tutaj właśnie  spotyka się lokalna społeczność indiańska: artyści, rzemieślnicy, muzycy oraz ich publiczność.





Wystawa opowiada o tym jak wygląda Pow-wow. Mianem Pow-wow określamy zjazd plemienny, albo inaczej spotkanie z tradycyjnymi tańcami, muzyką i śpiewem.     
W centrum są bębny, które nadają rytm uroczystości, drugie koło tworzą śpiewający mężczyźni, trzecie wspierające ich kobiety. Każdy taniec opowiada jakąś historię. Kiedy jest mowa o polowaniu tancerz naśladuje ruchy zwierząt, w ten sposób składa hołd ich duchom. Największe uznanie wśród fauny mają   orły i jastrzębie.




piątek, 17 stycznia 2014

Styl preriowy - Willa Fredericka C. Robiego

Dziś mam dla Was perełkę - styl preriowy samego Frank'a Lloyd'a Wright'a. Dom i pracownia architekta znajduje się w Oak Park całkiem niedaleko domu Hemingway'a <tutaj>. Czemu o tym wspominam? Chicago i okolice słyną z nowożytnych rozwiązań architektonicznych, drapaczy chmur, Szkoły Chicagowskiej i ze stylu preriowego, którego założycielem był  Louis Sullivan, a który rozwinął Wright. Do tego stylu nawiązują także współcześni projektanci wnętrz oraz nowoczesne wzornictwo użytkowe. Budynki w stylu preriowym z założenia wkomponowane są  w otoczenie, w sposób szczególny wyróżniają się linie poziome, prostota i szlachetność bryły, wiszące okapy nawiązujące do krajobrazów środkowego Zachodu, często wykończone motywem roślinnym. Materiałem jest przede wszystkim kamień, metal oraz drewno,  nadające całości wygląd natarulnej harmonii i spokoju.











piątek, 3 stycznia 2014

Bardzo, bardzo zimno i sylwestrowo


Podobno taki jak Nowy Rok, taki ma być cały rok. Mam nadzieję, że to prawda, bo Sylwester był fantastyczny: przede wszystkim na wyjeździe, trzeźwy, świadomy, pełen przygód i nowych rzeczy.
Pierwszy raz jeździłam na nartach i próbowałam ekstremalnych zjazdów do basenu na pontonie. Zawsze mi się wydawało, że zima jest szaro - bura, ale to nie prawda! W tym roku zamierzam spróbować więcej ciekawych rzeczy.  Poniżej kilka fotograficznych wspomnień.


Cascade Mountain


Parking ;) 

Resort Wilderness w Wisconsin Dells 











czwartek, 28 listopada 2013

O postrzeganiu i dziękowaniu

Dłuższą chwilę mnie nie było, co wcale nie oznacza, że całkowicie próżnowałam.  Próbowalam ułożyć parę spraw. I w codziennym zabieganiu zdałam sobie sprawę, że świat, który nas otacza i którego jesteśmy mieszkańcami oraz cała masa wydarzeń, których jesteśmy świadkami i uczestnikami, w dużej mierze zależy od naszego osobistego postrzegania. Jeśli więc zauważamy głównie okrucieństwo i niesprawiedliwość, świat wydaje nam się w dużej mierze właśnie taki. Kiedy jednak widzimy, że prócz tego spotykają nas drobne życzliwe gesty  i dociera do nas fakt, że przechodzień, sąsiad lub sąsiadka może stać się "zwykłym bohaterem", to świat jawi się w zupełnie innych barwach.

Dziś w Stanach ostatni czwartek listopada - Święto Dziękczynienia (Thanksgiving Day) celebrowane na pamiątkę pierwszych udanych zbiorów osadników przybyłych na tereny kolonii Plymouth na statku Mayflower. W obchodach uczestniczyli również tubylcy z plemienia Wampanoagów, którzy jak donoszą źródła historyczne, pomogli im przetrwać ten pierwszy, trudny rok. Z biegiem czasu (święto obchodzone od 1621r, w 1863r. stało się świętem narodowym)   obyczaje  na tyle się zmieniły, że zarówno menu, jak i inne tradycje różnią się bardzo od tamtych sprzed wieków. Ale nie o to, mam wrażenie, tutaj chodzi. Jak można zauważyć święto nawiązuje do uroczystości dożynkowych i jest formą podziękowania za urodzaj, którym należy się dzielić oraz cieszyć z rodziną i przyjaciółmi.



niedziela, 20 października 2013

Castle Rock

Wróciłam nad "Sinnissippi" - tak tubylcy nazywali kiedyś Rock River. 
Tak tutaj cicho, tak spokojnie... Słychać tylko szum drzew i plusk wody. I gdyby tylko umiały mówić, to opowiedziałyby pewnie piękną gawędę. To dawne tereny Sauków i Lisów. 
Plemiona te należały do grupy algonkińskiej i zamieszkiwały  wielkie równiny Ameryki Północnej. Algonkinowie posługiwali  się  językami z tej samej rodziny lingwistycznej. Co ciekawe wśród tych ludów,  zamieszkujących tereny północne i wschodnie, występował matriarchat. Wierzyli w  animizm i w wielkiego manitou - ducha i najwyższy byt, który przenika wszystko co żyje. Każda skała, roślina, zwierzę, czy człowiek, jednym słowem każda istota, posiadała według nich swojego własnego manitoe.
Plemię Lisów wierzyło, że manitoe mieszka w kamieniach, a obrzędy w "sweat lodge" - (tradycyjnym namiocie i zarazem saunie, w której odbywa się uzdrawianie) pomagają mu się uwolnić. Podczas nadgrzewania i polewania wodą wielki duch wychodzi z nich i razem z parą wodną przenika ludzki organizm, oczyszcza go i  uzdrawia.  

















poniedziałek, 7 października 2013

Pumpkin Farm

Wizyta na farmie jesienią stała się dla mnie już tradycją.
O tej porze roku jest tu niezwykle malowniczo.




 


 Prócz płodów rolnych i przysmaków domowej roboty,
które można tu nabyć,
 jest też moc atrakcji dla dzieci.





Wielką frajdą dla najmłodszych i nie tylko jest przejażdżka wozem po lesie pełnym strachów.



Zresztą, strachu jest co nie miara, tylko, że wszyscy wiedzą, że to na niby.


Za to karuzela  jest z pradziwymi kucykami.


Tunel z kukurydzy.


A mini zoo ma swój charakter i chętnie pozuje.




Taka właśnie może być jesień
 dla dorosłych i tych całkiem małych.