A skoro już, zaczęła nam się przerwa wakacyjna, wybrałam się i ja z moją małą wakacjuszką w poszukiwaniu śladów ludności tubylczej do Rockford w stanie Illinois. Wyszukałam sobie, że w miejskim parku znajdują tzw. effigy mounds - kopce ziemne, które rdzenni Amerykanie wznosili w celach rytualnych między 750 a 1400 rokiem n.e., czyli jeszcze w epoce prekolumbijskiej. Takie nasypy ziemne mają zwykle kształty zwierząt. Najbardziej znanym jest wąż z Serpent Mound w Ohio. Effigy mounds przedstawiają duże drapieżniki, takie jak niedźwiedzie, czy pantery, ale również jelenie, bizony, ptaki; w tym orły i jastrzębie oraz ptactwo wodne, zwierzęta związane z mitologią (thunderbird, water spirits), jak również zwierzęta wodne zamieszkujące te tereny, które prezentowałam na tym blogu we wpisie na temat Buffalo Rock State Park <click>.
Kopcom przypisuje się często znaczenie grzebalne, tak jak w Albany Mounds <click> , totemiczne, ochronne oraz astronomiczne, ponieważ zorientowane są często zgodnie z kierunkami stron świata i położenia ciał niebieskich, co wskazuje, że pełniły one rolę kalendarza ceremonialnego, określającego ważne wydarzenia dla społeczności: czas zbiorów i polowania.
Co ciekawe effigy mounds można znaleźć w pobliżu wielkich rzek (Mississippi, Illinois, Rock River) w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych i dotyczyły one Ludności Okresu Leśnego (Woodland People): Ho-Chunk (Winnebago) oraz Dakota i Iowa. Plemiona te łączyły łowiectwo i zbieractwo z wczesnymi formami rolnictwa.
W mitologii rdzennych ludów rejonu Wielkich Jezior i dorzecza Missisipi, żółw odgrywał kluczową rolę w opowieściach o stworzeniu świata. Zgodnie z legendami, dawno dawno temu lód i woda pokrywały całą ziemię, dopóki żółw nie zanurkował i nie przyniósł z dna na swojej skorupie odrobiny błota. To z niej wyrosła ziemia. Dlatego cały kontynent północnoamerykański jest w tej tradycji nazywany Wyspą Żółwia.
Prócz wizerunku żółwia z Beattie Park w Rockford niewiele pozostało do naszych czasów. Teren, na krórym obecnie znajduje się park, został oficjalnie przekazany Rockford Park District dzięki uprzejmości sióstr Beattie: Mary i Anny, w 1921 roku, w celu zachowania dziedzictwa rdzennych Amerykanów. Beattie Park nad Rock River w Rockford dostał nazwę na cześć swoich fundatorek.
Spacerując deptakiem wzdłuż rzeki zauważyłam atrakcję dla najmłodszych - Discovery Center Museum.
Dziś zapraszam na przegląd treści, które przyciągnęły moją uwagę w maju, pomimo prac ogrodowych oraz pachnących i soczystych zieleńców. Serdecznie zapraszam!
Książki:
1."Walden czyli życie w lesie" - Henry David Thoreau
Thoreau ujął mnie już na wstępie swej książki, argumentując, że warunkiem postępu i rozwoju jest świadomość własnej niewiedzy.
Author i bohater powieści idzie więc do lasu, aby dowiedzieć się na swoim przykładzie, jaka jest kondycja człowieka i co może jeszcze się o nim (o sobie) dowiedzieć?
2. "Kandyd, czyli optymizm" powiastka filozoficzna Voltaire'a, która opowiada o losach tytułowego Kandyda, ucznia Panglossa, który wypędził go z najpiękniejszego z zamku w Westfalii, niczym Bóg pierwszych ludzi z raju. Kandyd chce żyć zgodnie z naukami swojego mentora, ale nie bardzo mu to wychodzi. Lektura warta zapoznania się.
3. "Czarnoksiężnik z Archipelagu" królowej fantasy - Ursuli K. Le Guin. Pierwsza część słynnego "Ziemiomorza" opowiada o dorastaniu młodego czarodzieja oraz odwiecznym konflikcie dobra ze złem, a także akceptacji własnego cienia. Piękna, metaforyczna baśń dla małych i dużych.
Filmy:
1. "Franz Kafka" ciekawa byłam tej niecodziennej biografii w reżyserii Agnieszki Holland, ale nie bardzo przypadła mi do gustu forma reportarzu i współczesne wstawki śladami pisarza.
Plus za neurotyczny obraz jego wyobcowania i kryzysu egzystencjonalnego oraz za ucieczkę w wyobraźnię i pisanie.
Podobno to polski kandydat do Oscara 2026 w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny/ zagraniczny. Trzymam kciuki! Chyba najlepszy film Holland od lat.
2. "Diabeł ubiera się u Prady 2" - w kinie z moimi dziewczynami. Sprawdzona obsada (Anne Hathaway, Meryl Streep, Emily Blunt) nawet w nowych realiach sprawdza się znakomicie!
3. "Mickey 17" - opowiada losy Mickeya Barnesa (w tej roli Robert Pattinson). Mickey zgłasza się do udziału w niebezpiecznej wyprawie kolonizacyjnej na planetę Niflheim. Nieświadomie podpisuje kontrakt, w którym drobnym druczkiem zapisane jest, że zobowiązuje się do zeskanowania własnego ciała i odtwarzania go w razie potrzeby w super nowoczesnej organicznej drukarce. Jakie wiążą się z tym konsekwencje? Warto przekonać się samemu
4. Na "Manchester by the Sea" nie mogłam się długo zdecydować. Film opowiada o odpowiedzialności i codziennym zmaganiu się z traumą. Obsypany nagrodami, w tym Oscarem dla najlepszego aktora pierwszoplanowego (Casey Affleck) i za najlepszy scenariusz oryginalny.
5. "Zimowa opowieść" z ang. ""Winter fairytale" 2014r. , w rolach głównych: Colin Farrel, Jessica Brown Findlay i Russell Crowe.
"Odwieczną walkę dobra ze złem nie toczą armie, ale poszczególni ludzie". Piękna opowieść o miłości i nadziei, która dzieje się ponad sto lat temu i dziś.
6. "Lany poniedziałek" - film zainteresował mnie ponieważ widziałam wywiad reżyserki Justyny Mytnik z krytykiem Błażejem Hrapkowiczem podczas promocji filmu. "Lany poniedziałek" przesiąknięty jest polskimi tradycjami i symbolami okresu Wielkanocy, nomen omen chrześcijańskiego zmartwychwstania oraz pogańskiej witalności i płodności.
7. "Droga" z ang. "The Road" książka Cormac'a McCarthy i film z 2009r. o tym samym tytule w reżyserii Joha Hilcota. Viggo Mortensen i Kodie Smit-McPhee w rolach ojca i syna, którzy przemierzają ponury, postapokaliptyczny świat w kierunku wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, cierpiąc głód, chłód oraz broniąc się przed znieczulicą i bandami kanibali. Wzajemna relacja pomaga im zachować "wewnętrzny ogień".
Znacie "Kandyda"? François-Marie Arouet, który ukrył się pod pseudonimem Voltaire w powieści "Kandyd" krytykuje stwierdzenie słynnego filozofa Gottrieda Wilhelma Leibniza, że "żyjemy w najlepszym z możliwych światów". Nie, nie żyjemy. Jest wiele rzeczy, które moglibyśmy poprawić. Dlatego na końcu swej polemiki Voltaire włożył w usta głównego bohatera słowa: "Trzeba uprawiać nasz ogródek."
Moje nowalijki
Widziałam tak poprowadzone truskawki na ttuskawkowej farmie. Zgapiłam i wyścieliłam skrzynię słomą. Ładnie kwitną. Ciekawa jestem, czy w tym roku ładnie obrodzą?
W marcu zasiałam sadzonki pomidorów. Już pora zasadzić je do gruntu.
Takie kwiatki, czekoladki dostałam na
Dzień Matki.🥰
No i powiększyła się lodówkowa galeria.😍
A tutaj z moim osobistym asystentem - Gałganem, odświeżyliśmy stary wianek na drzwi wejściowe.
Niespodziewanie po tygodniu zjawił się nowy dekorator.
Przeważnie udaje mi się temu zapobiec, ale tym razem się spóźniłam. Na wianku powstało gniazdo, a zaraz później pojawił się przychówek. Ptaszek, który siedzi na jajkach to dziwuszka ogrodowa. I chyba to jest bardzo młoda dziwuszka, bo nie dość, że uwiła gniazdo na drzwiach, to jeszcze pozwoliła sobie podrzucić nieswoje jajka. Staram się nie ingerować. Co będzie, to będzie.
Za to w ogrodniczym istne szaleństwo zakupowe i taki oto widok:
Pisałam już o wielkich odkryciach geograficznych, podróży Magellana do okoła świata, zanurzyliśny się w największą głębię oceanu, a dziś zapraszam na historię zdobycia najwyższego szczytu świata. Tybetańczycy nazwali Mount Everest - "Sagarmatha - "Bogini Nieba" oraz Czomolungma - "Bogini Matka Śniegu” lub „Bogini Matka Ziemia”. Dla przypomnienia, najwyższy szczyt świata ma 8848 metrów ponad poziom morza i jak podają źródła naukowe, w wyniku ścierania się płyt tektonicznych rośnie co roku 4 milimetry. Obecnie najwyższa góra jest mierzona ponownie, ponieważ jej wysokość mogła ulec zmianie w czasie trzęsienia ziemi z 2015r. Na szczycie panują ekstremalne warunki: temperatury spadają od 0 °C do - 60°C., ze średnia -35°C, wiatr może osiągać prędkość huraganu, (160 - 280 km/h, ciśnienie jest ekstremalnie niskie, przy czym tlen zawarty w powietrzu to jedynie 1/3 tego co oddychamy normalnie.
Jak się okazuje oficjalni zobywcy z 29 maja 1953r. (godz.: 11.30 przed południem): Sir Edmund Hillary i szerpa Tenzing Norgay mogą nie być pierwszymi. Uznaje się ich za zdobywców, ponieważ brak jednoznacznych dowodów, by komukolwiek przed nimi to się udało.
Aby wejść na górę. śmialkowie muszą najpierw uzyskać pozwolenie od lokalnych władz, a następnie uiścić opłatę wstępu. Średni koszt tej przyjemności w zależności od strony wejścia waha się od około 30 000 USD do ponad 150 000 USD (ok. 120-600 tys. zł) za osobę w 2025/2026 roku. Szczyt najlepiej jest zdobywać na wiosnę. Podejście zajmuje około 40 dni.
Grafika pokazuje jakie etapy musieli pokonać zdobywcy.
W wyprawie brało udział 15 członków załogi: wspinaczy, lekarz, operator filmowy oraz 20 szerpów, a także liczne zastępy tragarzy. Łącznie 400 osób.
Po nieudanej próbie dwóch pierwszych wspinaczy: Tom'a Bourdillon'a i Charles'a Evans'a, przyszła kolej na Edmunda Hillary'ego oraz Tenzing'a Norgay'a. Tuż przed atakiem spędzili bardzo mroźną noc w obozie szturmowym na wysokości 8500 mn.p.m na przełęczy South Col. Ruszyli na drugi dzień skoro świt przygotowani w butle tlenowe, sprzęt i odzież na finałowe wejście. Po drodze napotkali szczelinę, którą Hillary pokonał jako pierwszy i którą później nazwano na jego cześć - Hillary Step. W tym czasie Norgay go asekurował. Obaj dotarli na szczyt o 11.30 rano. Spędzili tam 15 minut. Zrobili pamiątkowe zdjęcia i zostawili ofiarę dla góry: słodycze i krucyfiks.
Edmund Hillary i Tenzing Norgay
Britannica - domena publiczna
Po powrocie do bazy Edmund Hillary miał powiedzieć: "We finally knocked the bastard off." - "W końcu załatwiliśmy skurczybyka". Wiadomość o tym sukcesie dotarła do Londynu 2 czerwca 1953 roku, dokładnie w dniu koronacji Elżbiety II i wielu uznało to za dobry znak.
Trzeba pamiętać, że mimo iż na szczyt weszło dwóch śmiałków, to był to sukces całego zespołu.
Pytania:
1. Czy chodzisz po górach, a może się wspinasz?
2. Jakie najwyższe szczyty górskie udało Ci si zdobyć?
3. Z jakich życiowych osiągnięć jesteś dumny/dumna?
Dziś, z okazji 1 Maja, postanowiłam zobaczyć miejsce, gdzie wszystko się zaczęło.
Ale chyba nie wszyscy są w temacie, to może pokrótce objaśnię? 1 maja 1886r. robotnicy z Chicago rozpoczęli masowe strajki domagając się 8 godzinnego dnia pracy i lepszych warunków zatrudnienia. W kolejnych dniach (3-4 maja 1886r.) wystąpienia i protesty przerodziły się w zamieszki. Nie obyło się bez ofiar po stronie robotników i policji.
Na pamiątkę tych wydarzeń II Międzynarodówka w Paryżu ustanowiła 1 maja - Międzynarodowyn Świętem Pracy (Międzynarodowym Dniem Solidarności Ludzi Pracy), który w wielu krajach (w tym w Polsce) jest dniem wolnym od pracy.
W czasach PRL w tym dniu organizowano przymusowe pochody głównymi ulicami miast, odczyty i akademie. Uroczystościom towarzyszyły transparenty z haslami popierającymi władzę, flagi i kwiaty. W zakładach pracy wręczano odznaczenia, dyplomy oraz premie pieniężne. A po wszystkim urządzano festyny i koncerty.
Pamiętam chyba dwa zdarzenia z tamtych czasów. Pierwsze, kiedy mama kupiła mi czerwone chorągiewki, zamiast biało - czerwonych. Tato był strasznie zły, ale biało - czerwonych w sklepie zabrakło.
Drugi raz, pamiętam, że sama defilowałam razem z zuchami na pochodzie i strasznie mi się dłużyło.
Dziś, gdy zobaczyłam miejsce pamięci i Haymarket Memorial autorstwa Mary Brogger, który przypomina ludziki ulepione z plasteliny, to pomyślałam, że pamięć ludzka jest wyjątkowo wybiórcza.
Czas zaciera nasze wspomnienia. Miejsca ważnych wydarzeń nam powszednieją, obrastają w komercję, wokół rosną biurowce i osiedla mieszkaniowe. Zapominamy o tym skąd i co od czego pochodzi. Wreszcie zapominamy, że nikt z nas nie jest nieomylny i w swej zapalczywości zapominamy się. Wymazujemy z pamięci kawałek życia, bo zmienia się geopolityka i tego się od nas oczekuje. Może to dobrze, bo jak można dalej żyć będąc tak pamiętliwym? 🤔
PS' Ten wpis nie jest o polityce, lecz ku pamięci.
1. Ciekawa jestem, czy w waszych państwach obchodzi się Święto Pracy?