czwartek, 11 czerwca 2026

Isla the Cache

Niby są wakacje, a wydaje mi się, że nie wyrabiam na zakrętach. Wy też tak macie? Fakt, jestem autorką całego swego bałaganu. Nikt mi przecież nie kazał łapać się wszystkiego na raz.

Nie lubię narzekać, tylko chciałam się w pewien sposób usprawiedliwić. To dlatego zwolniłam. Wolniej teraz piszę i publikuję posty i wolniej na nie odpowiadam. Miejcie cierpliwość i wyrozumiałość. Staram się jak mogę. Cieszę się, że można sobie sprawdzić na internetach pogodę i dzięki temu efektywniej się przygotować i wykorzystać spodziewaną pogodę.

Dziś zapowiadali u nas deszcze, a nawet burze. W związku z tym pomyślałam, że zabiorę Was, siebie i moją małą wakacjuszkę do Museum Isla the Cache w Romeoville, IL. Nie wiedziałam czego mogę się tam spodziewać, ale okazało się, że jest to jedno z ciekawszych miejsc w okolicy.

Na 100 akrach znajduje się rezerwat przyrody z lasem łęgowym, mokradłami i siedliskiem wielu gatunków ptaków, żółwi oraz innych zwierząt. Na wyspie można odwiedzić Isle a la Cache Museum, poświęcone historii handlu futrami i życiu w „Illinois Country” sprzed ponad 250 lat




Poniżej rekonstrukcja indiańskiego długiego domu (longhouse)

W samym muzeum można zobaczyć replikę wigwamu,

rekonstrukcję łodzi używanych przez voyageurs do transportu futer i towarów.


przedmioty użytkowe 





i... uśmiechniętego żółwia.




 Wyspa i muzeum wzięła swoją nazwę od ziemnej kryjówki, w której rdzenna ludność - plemię Powatomi - chowała swoje zapasy.


Ten sposób przechowywania zaadaptowali również pierwsi Europejczycy - podróżnicy i handlarze futer (voyageurs). Po prawej stronie opis "cache" pochodzący ze słynnej wyprawy Lewisa i Clarka.

 Jak mówią źródła historyczne na teren stanu Illinois pierwsi dotarli Francuzi.  Dlatego nazwa stanu Illinois pochodzi z języka francuskiego, jak również nazwa pobliskiej rzeki Des Plaines oraz wiele innych miejsc historycznych. Jak sugerują przekazy i znalezione tu artefakty wyspa była osadą, aktywnych miejscem kultu i handlu.

Poniżej niezwykle ciekawa francuska mapa rejonu Wielkich Jezior Amerykańskich.


To miejsce było ważnym punktem na szlakach handlowych już w XVIII wieku. Handlowali tu Francuzi oraz rdzenni mieszkańcy regionu - plemię Potawatomi. Osada Isla the Cache powstała w 1835r.

A na koniec opowiem Wam legendę plemienia Powatomi o Duchu Rzeki Des Plaines.

Dawno temu, gdy nad rzeką Des Plaines rosły jeszcze gęste lasy dębowe, a na jej brzegach nie było jeszcze żadnych miast, ani dróg, ludzie Potawatomi opowiadali o duchu mieszkającym w wodzie. Nazywali go Wabeno Nibi – Duchem Porannej Wody.

Mówiono, że pojawiał się tylko o świcie, gdy mgła unosiła się nad rzeką niczym srebrny welon. Nie miał jednej postaci. Czasem wyglądał jak biały jeleń stojący pośród trzcin, czasem jak wielki ptak sunący bezszelestnie nad wodą. Bywało też, że był jedynie błękitnym światłem migoczącym pomiędzy drzewami.

Pewnej jesieni młody myśliwy o imieniu Miskwa zabłądził podczas polowania. Trzy dni błąkał się po okolicy. Gdy zapadła trzecia noc, usiadł nad brzegiem rzeki i poprosił duchy o pomoc.

Nagle z mgły wyłoniło się blade światło. Poruszało się powoli wzdłuż brzegu. Miskwa ruszył za nim. Światło prowadziło go przez mokradła, omijało głębokie rozlewiska i przewrócone drzewa. Tuż przed świtem cdotarł do swojej wioski.

Od tego czasu ludzie wierzyli, że Duch Rzeki pomaga zagubionym, ale tylko tym, którzy szanują wodę, zwierzęta i las.

Starsi opowiadali również, że kiedy ktoś zbyt chciwie bierze od natury, duch skrywa się głęboko pod wodą. Rzeka wydaje się wtedy nieprzystępna, a toń jej mętna. Ryby znikają, a mgły gęstnieją tak bardzo, że nie można odnaleźć drogi do domu.

Dlatego przez wiele pokoleń ludzie zostawiali na brzegu Des Plaines małe dary: pióra, suszone zioła, albo garść kukurydzy. Nie po to, by przebłagać ducha, lecz by podziękować rzece za życie.

 

środa, 3 czerwca 2026

Język roślin

Ostatnio ktoś mnie zapytał, czy rozmawiam ze swoimi roślinami. Czy to dlatego tak mi rosną? Co ja właściwie z nimi robię? Nie, nie rozmawiam. Natomiast regularnie sprawdzam, jakie mają aktualne potrzeby: jeśli trzeba przesadzam, plewię, nawożę i podlewam. Wiem jednak, że rośliny w trakcie swojej ewolucji nauczyły się ze sobą porozumiewać. "Język roślin" to niewerbalne mechanizmy przekazujące sygnały elektryczne, chemiczne i grzybowe.



Już na początku XX wieku indyjski naukowiec i profesor uniwersytetu w Kalkucie - Jagadis Chandra Bose, jako pierwszy zainteresował się, odkrył i wykazał, iż rośliny reagują na bodźce w podobny sposób jak zwierzęta.

W 1983r. Jack Schultz i Ian Baldwin byli jednymi z pierwszych naukowców, którzy dostarczyli eksperymentalnych dowodów na to, że rośliny mogą komunikować się ze sobą za pomocą sygnałów chemicznych w postaci lotnych związków organicznych, które alarmowały inne rośliny o zagrożeniu. Co skłaniało okoliczne rośliny do uruchomienia własnych mechanizmów obronnych (np. zmiany smaku liści).

W latach 90-tych kanadyjska badaczka z University of British Columbia odkryła, iż drzewa komunikują się również za pomocą rozległej sieci grzybów, którą nazwała leśnym internetem - Wood Wide Web. Z jej badań wynikało, że  starsze drzewa za pomocą sieci grzybni przekazują substancje odżywcze i węgiel młodym, zacienionym siewkom, zwiększając tym samym ich szanse na przetrwanie. Drzewa potrafią za pomocą tej sieci przekazywać sobie również sygnały  ostrzegawcze i skłaniać je do produkcji obronnych toksyn. Wyniki swoich 30-letnich badań naukowczyni opublikowała w książce "Finding the Mother Tree".

W 2023r. naukowcy z Uniwersytrtu w  Tel Awiwie zbadali i nagrali dźwięki roślin - pomidorów i tytoniu, które reagują na stres wywołany przez podcinanie gałązek. Wyniki swoich badań opublikowali w czasopiśmie naukowym "Cell".

 Nawet nie wiecie, jak mnie cieszy taki widok!





Ale łobuzy odwiedzają mnie cały czas! 😉😊

A na koniec niespodzianka!

Aktualizacja ptasiego gniazda na wianku. 😀


A Ty? Rozmawiasz ze swoimi roślinami? 

Czy masz własny? I czym dla Ciebie jest ogród?