czwartek, 27 listopada 2025

Praktykowanie wdzięczności

 Thanksgiving Day, Dzień Dziękczynienia, czy Święto Plonów to jedno z najbardziej amerykańskich i rodzinnych świąt. Sięga początków państwa, kiedy pierwsi osadnicy przybyli do Ameryki i świętowali zakończenie sezonu wegetacyjnego razem z tubylcami.

Pierwsze Święto Dziękczynienia było trzydniowym świętem plonów, które odbyło się w 1621 roku, w Plymouth w stanie Massachusetts. Jak donoszą źródła (National Archives) obchodziło je 52 angielskich osadników i 90 wojowników z plemienia Wampanoagów z kobietami i dziećmi. Menu pierwszego Dnia Dziękczynienia znacznie różniło  od tradycyjnego, które jest spożywane współcześnie i składało  się z dziczyzny, takiej jak jelenie i dzikie ptactwo, a także z owoców morza, rodzimych roślin, takich jak kukurydza oraz sezonowych warzyw. Była to uczta, podczas której obie grupy dzielilły się zasobami, a sama uroczystość nie wyglądała jak formalny obiad. Po posiłku zorganizowano wspólną grę w piłkę, a także tradycyjne śpiewy i tańce. Pierwsze Święto Dziękczynienia różniło się też bardzo od dzisiejszych uroczystości, ponieważ nie zawierało indyka jako danie główne, ani potraw takich jak ciasto dyniowe, puree ziemniaczane czy sos żurawinowy z cukrem, ponieważ nie były one wtedy dostępne lub przygotowywano je w inny sposób. 

Jak się okazuje, praktykowanie wdzięczmości niesie ze sobą masę korzyści, a mianowicie;

- pozwala docenić to, co jest i nie są to wyłącznie rzeczy materialne,

- przynosi satysfakcję,

- redukuje stres,

- buduje więź z osobami, które tworzą dobrostan,

- skupia nasze działania na pozytywnych aspektach życia, 

- itp., itd.

W ramach ćwiczenia proszę: Wymieńcie 5 rzeczy za które jesteście wdzięczni?

A na deser przedstawiam Wam tego oto słodziaka:



Ma na imię Gałgan, 9 tygodni i trafił pod nasz dach tydzień temu. 

Początkowo nie chciałam słyszeć o żadnym nowym  zwierzaku, ale wszystko było z góry ukartowane za moimi plecami i postawiono mnie, że tak powiem, przed faktem dokonanym przyworząc tego oto Gałgana z Indiany z całym jego kocim dobytkiem.


czwartek, 20 listopada 2025

Chicago History Museum

  Przyroda usypia, zastyga pod stalowym niebem i nieruchomieje. Niektóre stworzenia uwijają się nieustannie wokół swego jestestwa, ale senne powietrze jakby zmętniało i zalega. Na pograniczu sezonów również ludzie mogą się pogubić. Gdzieniegdzie widać jeszcze jesienne dynie, a gdzie indziej łyskają bożonarodzeniowe światełka i choinki. Tak, niektórzy Amerykanie stroją swoje świąteczne drzewka już na Święto Dziękczynienia, w ostatni czwartek listopada, który przypada za tydzień. 




Benjamin Franklin


Francuski odkrywca i eksplorer René-Robert Cavelier, Sieur de La Salle

Dziś ponownie zapraszam Was na spacer po Chicago. Przy okazji wizyty w konsulacie (po odbiór paszportu), udałam się do pobliskiego Chicago History Museum. Nigdy tam nie byłam, a okazuje się, że owa placówka ma sporo ciekawych eksponatów.




Na początku dowiadujemy się, że Chicago to miasto wielonarodościowe. 


Powyższa skrzynia należała do braci Antoniego i Franciszka Dombrowskich, którzy przybyli do Chicago w 1906r. z miejscowości Makolna (być może Mąkolno).

Kiedyś imigranci z Europy przybywali na terytorium Stanów Zjednoczonych wyłącznie drogą morską.

Tereny te były zamieszkane przez rdzenną ludność od 10 000 lat. 

A kiedy oczywiście drogą wodną dotarli tu pierwsi Europejczycy, dowiedzieli się od tubylców, że miejsce to nazywane jest "Checagou" (Chicago), od rosnącej wokół jeziora Michigan dzikiej cebuli.




Jako pierwszy rozwinął się handel wymienny i przemysł skórzano - futrzarski.


Miasto miało wówczas głównie zabudowę drewnianą i rosło w siłę aż do 8 października 1871r., kiedy wybuchł wielki pożar.




Pani Catherine O’Leary, a konkretnie jej krowa, która miała kopnąć naftową lampę i zaprószyć ogień, zostały oskarżone o podpalenie. Dziś wiemy, że przyczyną mogła być olbrzymia susza i pożary, które pojawiły się w 4 miejscach na raz w tym samym czasie.


W ciągu następnych 20 lat miasto jak feniks z popiołów odrodziło się i wypiękniało.   Chicago  zostało gospodarzem Światowej Wystawy Kolumbijskiej w 1893r. na pamiątkę 400 letniej rocznicy odkrycia nowego lądu przez Krzysztofa Kolumba.







Po wystawie w 1905r. powstał największy park rozrywki, tzw. "White Town", który funkcjonował aż do 1958r.

Ekspozycja informuje nas, że Chicago to miasto, w którym demokratyczne idee: wolności i równości padały na podatny grunt.

- "Civil War"- wojna o niepodległość




- Zniesienie niewolnictwa - symbolizuje oryginalny zegarek prezydenta Abraham'a Lincoln'a i niewolnicze kajdany



-Sufrażystki walczące o prawa kobiet


-Zamieszki robotników na Haymarket, które rozpoczęły się 1 maja 1886r.


Strajkujący pracownicy domagali się   8-godzinnego czasu pracy (zamiast 12 godzinnego) oraz podwyżek wynagrodzeń. 
To na ich pamiątkę obchodzimy 1 maja jako Święto Pracy.

-Zamieszki studenckie w Chicago przeciwko wojnie w Wietnamie w 1968 roku


I jeszcze kilka ciekawostek na koniec, z których słynie Chicago.

- Przedstawienie "Buffalo Bill's Wild West", które debiutowało w Chicago 
oraz powieść "Czarnoksiężnik z krainy Oz" 
(ang. "The Wonderful Wizard of Oz"), którą L.Frank Baum napisał w Chicago.


- Znany na cały świat gangster Al Capone


-Prohibicja


-Drużyna Chicago Bulls


oraz
- Papież LeonXIV  i Chicago Style Pizza
(Meme z sieci) 😉


wtorek, 11 listopada 2025

Odkrywcy nowych dróg - cz. 4 - Vasco da Gama

Dziś zapraszam na kolejny odcinek "Odkrywców". Staram się  kontynuować tę serię w porządku chronologicznym, od starożytności, porzez niesamowitą wyprawę Marco Polo oraz Krzysztofa Kolumba. I mimo, że nawigatorzy  twierdzą iż: "West is the best, East is least", czyli  „Zachód jest najlepszy, wschód jest najgorszy”, ponownie  za sprawą Vasco da Gamy udajemy się na wschód, bo to właśnie do Indii tych wszystkich obieżyświatów tak bardzo ciągnęlo - zdobyć bogactwo i sławę.

Źródło: worldhistory.org

Ale wróćmy do prawowitego tego czynu  winowajcy, czyli Vasco da Gamy. Odkrywca urodził  się w latach 1460 - 1469, w Sines w Portugalii. Badacze nie są w stanie podać konkretnej daty, bo też i zapisać dziecko w urzędzie  nikomu się wtedy nie spieszyło. Młody da Gama, jako  syn szlachcica otrzymał odpowiednie w tym czasie wykształcenie i rozpoczął karierę w żegludze. Wielką wyprawę, można by rzec, otrzymał w spadku po ojcu, jako osoba, która się do tego najlepiej nadawała. Basen Morza Śródziemnego i szlaki lądowe zostawały wówczas pod wpływami arabskimi, dlatego władcom Starego Świata tak bardzo zależało na znalezieniu innej drogi.

 W 1497 roku  z Lizbony wyruszyły cztery karawele z około 160 ludźmi w załodze i byli to głównie skazańcy. Statki nazwano jak najbardziej po chrześcijańsku: São Gabriel, São Rafael, Berrio (lub São Miguel), a nazwa czwartego, towarowego, jest niestety nieznana.

Początkowo Vasco da Gama śladami Bartolomeu Diasa wyruszył wzdłuż wschodnich wybrzeży Afryki, opłynął Przylądek Dobrej Nadziei i dalej wypłynął na nieznane wcześniej Europejczykom wody Oceanu Indyjskiego. Do załogi zwerbował zdolnego nawigatora, dzięki któremu dotarł do Kalikatu (Kozhikode) w maju 1498 roku. Wyczyn ten sprawił, że na zawsze zapisał się na kartach historii. Dokonał tego, o czym marzyli inni - odnalazł drogę morską do Indii. 



Źródło: worldhistory.org

Dziewiczy rejs zakończył się sukcesem, ale w rzeczywistości wyprawa, której celem było nawiązanie stosunów handlowych i dostarczenie porządanych towarów na rynki europejskie, nie była tak pomyślna jak oczekiwano. Arabowie cały czas nie byli im przychylni. Przywiezione z Portugalii produkty nie cieszyły się w Indiach wyjątkowym zainteresowaniem, a w drodze powrotnej eskadra natrafiła na wrogość ze strony Muzułmanów, także z Kalikatu przyszło im uciekać, a w drodze powrotnej narażeni byli na grasujących po morskich wodach piratów. Z czterech statków wróciły tylko dwa, a załogę zdziesiątkował szkorbut. Ocaleni, zawdzięczali swoje życie pełnym witamin owocom,  które żeglarze znajdowali na tropikalnych wybrzeżach Afryki i Azji.

Odkrycie morskiego szlaku do Indii przyniosło Portugalii status państwa kolonialnego, zapoczątkowało portugalską eksplorację mórz i oceanów oraz międzynarodowy handel morski,  a także erę  światowego imperiazmu. 

Źródło: worldhistory.org

Sam Vasco da Gama doczekał się tytułu „Admirała Mórz Arabii, Persji, Indii i całego Orientu”, tytułu wicekróla portugalskich Indii, który to urząd piastował aż do swojej śmierci w 1524r., poza tym członkowie jego najbliższej rodziny otrzymali wysokie tytuły, a da Gama od króla  jako lenno miasto Sines. Ponieważ jednak jego rodzinne miasto miało już swoich zwierzchników, którym był Zakon Chrystusa, konflikt interesów spowodował, że eksplorer musiał zię z tego zgromadzenia wypisać i wstąpić do konkurencji.

W 1501 roku poślubił Catarin de Ataíde, z którą doczekał się siedmiorga dzieci ( sześciu synów i córkę).

W czasie drugiej wyprawy do Indii wsławił się wielkim okrucieństwem. Bezwzględnie napadał i przejmował wrogie towary i statki, które umocniły jego pozycję jako gubernatora. 

Jednocześnie zła sława zmusiła króla Manuela I, aby odsunął go na dwie dekady od spraw indyjskich. Po ucieczce Magellana do Królestwa Kastylii i groźbie, że też tak uczyni,  Vasco da Gama wrócił do łask, otrzymując przy tym tytuł hrabiego i dwa miasta w posiadanie: Vidigueire i Vila dos Frades.

Nowy władca Portugalii - Jan III umożliwił mu kolejną wyprawę i w 1524r.  da Gama popłynął w swoją ostatnią podróż do Idii. Jego czyny opiewa portugalska epopeja narodowa: "Os Lusiadas". 

Znany jest również z cytatu: „Nie boję się ciemności. Prawdziwa śmierć jest lepsza od życia bez życia”.

niedziela, 2 listopada 2025

Harry Potter - A Forbidden Forest Experience

   Dziś zapraszam Was na interaktywne przedstawienie, w głąb mrocznego lasu do miejscowości Duncan, IL, gdzie z moją małą towarzyszką odwiedziłyśmy magiczny świat z serii o Harym Potterze. W zaczarowanym lesie można było spotkać magiczne stworzenia, takie jak.: hipogryfy, jednorożce, nifflery, akromantule i wiele, wiele innych. Samemu rzucić zaklęcia za pomocą różczki i wyczarować własne stworzenia oraz przeżyć niezwykłe przygody niczym adepci szkoły magii w Hogwarth.

Przedstawienie, rozgrywające się w naturalnej scenerii jesiennego lasu, zostało stworzone przez nagradzanych projektantów i twórców teatralnych.

Organizatorzy zachęcają, by zostawić donację, która ma być przeznaczona na zakup i posadzenie sadzonek drzew, z których wyrośnie las jako dziedzictwo dla potomnych.





Ale zanim wyruszyliśmy naprzeciw przygodzie, mogliśmy upiec słodkie pianki marshmallow
 i napić się gorącej czekolady. 


 Nie wiem jak Wy, ale po takiej dawce pozytywnych emocji, chętnie wróciłabym do szkolnych lat. Czy macie jeszcze kontakt ze swoimi znajomymi ze szkolnej ławki?











Jacy książkowi bohaterowie sprawili, 
że chcieliście ożywić książkowy świat
 i przenieść go do dziecięcej codzienności?



Czy czekaliście kiedyś niecierpliwie na kolejną część książki? 
Która z nich sprawiła, że trudno było Wam się rozstać z książkową fabułą?