Pierwszym udokumentowanym europejskim odkrywcą, który postawił swoją nogę na australijskiej ziemi był duński żeglarz pracujący dla Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej - Willem Janszoon. Eksplorer 26 lutego 1606 r. na swoim jachcie Duyfken (Gołąbek) dotarł do Zatoki Karpentaria (Queensland) i półwyspu Cape York, wierząc, że są one częścią Nowej Gwinei.
Pierwsze spotkanie z Aborygenami miało miejsce na przełomie lutego i marca 1606r. Początkowo pokojowa wzajemna koegzystencja zakończyła się starciem, w którym kilku członków załogi Gołąbka straciło życie, więc żeglarze w pośpiechu opuścili stały ląd i skierowali się w drogę ku wyspie Banda (Indonezja).
Później wybrzeża nowego lądu były dalej badane przez Holendrów, m.in. przez Dirka Hartoga, któremu w 1616r. udało się zmapować zachodnie i północne wybrzeża, nazywając je „Nową Holandią”. Niestety Holendrzy stwierdzili, że australijskie ziemie nie nadają się do uprawy (większość lądu ma klimat pustynny lub półpustynny). Nie znaleźli też w tym czasie porządanych na rynkach europejskich przypraw, ani cennych złóż, zaniechali więc kolejnych wypraw.
Dopiero w 1770 r. Australia była jakby na nowo odkryta przez Brytyjczyków, gdy kojarzony przez większość, kapitan James Cook ogłosił wschodnie wybrzeże brytyjskim i nzwał Nową Południową Walią.
Kapitan Cook urodził się 7 listopada 1728 roku w Marton, w hrabstwie Yorkshire. W wieku 17 lat zatrudnił się w sklepie jako pomocnik sprzedawcy, a kilka miesięcy później u przedsiębiorców, którzy transportowali statkami węgiel. To wydarzenie podejrzewam zaważyło na dalszym jego życiu. Dziesięć lat później zaciągnął się do Marynarki Królewskiej jako starszy marynarz. Podczas wojny francusko - brytyjskiej o Kanadę sporządził mapy ujścia rzeki Świętego Wawrzyńca. Były one tak dokładne, że otrzymał awans do rangi porucznika. Czekały go dalekomorskie podróże, kariera i sława.
Jako dowódca poprowadził trzy przełomowe ekspedycje. W latach (1768–1771) na statku HMS Endeavour dotarł do Nowej Zelandii. Spotkanie z Maorysami nie było przyjazne i kiedy zdecydowali się wracać, odkrył wschodnie wybrzeże Australii.
Podczas tej podróży udokumentowano nową florę i faunę Australii (w tym kangury) oraz poczynił pierwsze obserwacje na temay kultury Aborygenów. Tym razem do spotkania doszło na wschodnim wybrzeżu Australii, w zatoce Botany Bay. Tubylców opisał jako ludzi korpulentnych, niskiego wzrostu charakteryzujących się bystrością i humorem. Cookowi udało się pomyślnie opłynąć Wielką Rafę Koralową, co było w tym czsasie wielkim osiągnięciem.
Druga wyprawa w latach 1772–1775 na statkach: Resolution i Adventure poszukiwał legendarnego południowego kontynentu. Został pierwszym człowiekiem, który przekroczył koło podbiegunowe południowe.
Trzecia wyprawa (1776-1779) skupiała się na odnalezieniu przejścia północno-zachodniego i eksploracji wybrzeży Ameryki Północnej. Podczas tej ekspedycji odkrył dla Europejczyków Hawaje, które nazwał Wyspami Sandwich. Tam też zakończył swe życie podczas starcia z tubylcami.
James Cook niewątpliwie zapisał się na kartach historii jako odkrywca Australii, ponieważ to on naniósł na mapy tysiące kilometrów wybrzeża. Ostatecznym jednak argumentem było opłynięcie i zmapowanie cieśniny Torresa, która znajduje się między Australią a Nową Gwineą, dowodząc tym samym, iż nie jest to część kontynentu antarktycznego, lecz samodzielny, ogromny ląd.
Podróże Jamesa Cooka zasadniczo zmieniły historię Australii, otwierając ją na osadnictwo europejskie i na zawsze łącząc jego nazwisko z odkryciem kontynentu i wczesnym okresem kolonialnym.
Co ciekawe, dopiero w 1804r. zaczęła funkcjonować nazwa nowego lądu - Australia. A stało się to dzięki angielskiemu żeglarzowi - Matthew Flinders' owi, który w 1804 roku, po opłynięciu kontynentu, nazwał go Australią na cześć legendarnej "Terra Australis Incognita" - określenia używanego przez dawnych kartografów oznaczającego - nieznaną ziemię południową
Znaczący wkład w odkrywanie Australii zawdzięczamy również Polakowi - Pawłowi Edmundowi Strzeleckiemu, który w 1840 r. przemierzał wnętrze kontynentu, odkrywając Góry Błękitne oraz Góry Śnieżne, gdzie nazwał najwyższy szczyt kontynentu - Górą Kościuszki. Przeprowadzając szereg badań geologicznych, odkrył również bogate złoża złota. Na prośbę gubernatora miał jednak zataić te rewelacje, aby pomóc mu utrzymać porządek w kolonii. Mimo tego, kolejne znaleziska zapoczątkowały w Australii prawdziwą gorączkę złota, a co za tym idzie przyspieszoną eksploatację i rozwój gospodarczy.
W 1901r. powstał Związek Australijski - zalążek nowego państwa, Statut Westminsterski z 1931 r. potwierdził jego suwerenność, natomiast ostatecznie uniezależnienie od systemu sądownictwa Wielkiej Brytanii nastąpiło w 1986r..
Ale to już chyba inna historia? 🤔 Zapraszam na kolejny odcinek "Odkrywców" za jakiś czas... 🤗
c.d.n.




Jaki zbieg okoliczności, piszesz o odkrywcach Australii, a my odkryliśmy w Koszutach pomnik P.E.Strzeleckiego, stoi tam dworek z parkiem i pewnie ów podróżnik tam przebywał...
OdpowiedzUsuńOch Strzelecki to bardzo ciekawa postać! Z pewnością dworek był w posiadaniu jego dalszej bądź bliższej rodziny, gdyż jego nazwisko przewija się wśród właścicieli majątku.
UsuńPaweł Edmund Strzelecki urodził się w Głuszynie pod Poznaniem. Wcześnie został sierotą i zaopiekowała się nim rodzina, dzięki której zdobył podstawowe wykształcenie. Już jako nastolatek władał kilkoma językami. Odziedziczył pokaźny majątek po rodzicach, dzięki czemu mógł sfinansować swoje pierwsze podróże po Europie. Był też zarządcą u magnata Franciszka Sapiechy. Swoją pracę wykonywał podobno znakomicie i zebrał pokaźną sumę na dalsze podróże. W końcu trafił do Wielkiej Brytanii. Tam studiował geologię i wstąpił do Królewskiego Towarzystwa Geograficznego. Kontakty, bystrość umysłu i ciekawość świata pchnęła go odbycia podróży do okoła świata. Wszędzie, gdzie był pracował jako geolog, eksplorował i odkrywał. Dla ludzkości przysłużył się też jako filantrop, walcząc w Irlandii ze skutkami wielkiego głodu.
Był więc człowiekiem światowym.
Pozdrawiam serdecznie. 🤗
O Polaku nie słyszałam wcześniej więc to dla mnie totana nowość. Kolejne ciekawostki, jakie przeczytalam z wielkim zainteresowaniem.
OdpowiedzUsuńDziękuję Wiolu. Cała przyjemność po mojej stronie. Paweł Edmund Strzelecki to wspaniały przykład obywatela świata. Zawsze warto dowiedzieć się czegoś więcej. Serdecznie pozdrawiam. 🤗 🫶
UsuńJa tez znajac historie odkrycia Australii o Strzeleckim nie wiedzialam.
OdpowiedzUsuńW Twoich opisach odkryc zawsze znajduje nieznany szczegol - wspaniale ze prowadzisz ta serie.
Paweł Edmund Strzelecki to był wspaniały człowiek! Sama kiedyś słyszałam, ale dopiero niedawno odkryłam go na nowo. W nieciekawych dla Polski czasach (podczas zaborów) wykształcił się i można powiedzieć, że pracował dla dobra ludzkości. Trudno znaleźć Polaka, który ma na swoim koncie tyle zasług.
UsuńInna sprawa, że w jego czasach było sporo jeszcze do odkrywania. 😉
Serdecznie pozdrawiam.🤗🫶
Jak tylko zobaczyłam temat Australii, kliknęłam bez chwili wahania :)
OdpowiedzUsuńMiałam nawet okazję być w jednym z miejsc przypisywanych lądowaniu Cooka czyli w Cape Tribulation. To niezwykłe uczucie stać tam i pomyśleć, że właśnie w tym miejscu jego statek osiadł na mieliźnie, a on sam miał powiedzieć, że „tu zaczynają się jego kłopoty” stąd powstała nazwa :)
Cook zresztą ponazywał tu na wschodnim wybrzeżu naprawdę sporo, choćby Glass House Mountains na północy Brisbane, które podobno przypominały mu huty szkła w Anglii :).
A Strzelecki? Jest tu zdecydowanie postacią rozpoznawalną, w końcu najwyższa góra Australii nazywa się Mt. Kosciuszko. Australijczycy najczęściej mówią „kozjoszko”, co za każdym razem brzmi dla mnie uroczo, ale z nieukrywaną nutką satysfakcji przypominam im (i uczę ich) jej poprawnej wymowy :)
Super wpis i czekam z niecierpliwością na kolejne :)
Przyznaję, że historia odkrywania Australii jest naprawdę ciekawa, a nazwy gór macie naprawdę piękne! Kontynent istniał tyle lat w separacji, że wszystko wydaje się tam inne i tajemnicze.
UsuńBardzo dziękuję za relacje z pierwszej ręki i chętnie będę poznawać Australię razem z Tobą, oczywiście jak będziesz o niej pisać. Pozdrawiam serdecznie. 🤗🫶
Lubię, kiedy ktoś potrafi przedstawić historię odkryć geograficznych w taki przystępny i ciekawy sposób – od Janszoona, przez Cooka, aż po Strzeleckiego. To pokazuje, jak długa i złożona była droga do „odkrycia” Australii przez Europejczyków.
OdpowiedzUsuńFajnie też, że zwracasz uwagę na detale, które często umykają w typowych podręcznikach – jak pierwsze spotkania z Aborygenami, różne postrzeganie kontynentu przez Holendrów i Brytyjczyków, czy wkład Polaka w eksplorację wnętrza lądu. 🌏
Czekam z ciekawością na kolejny odcinek „Odkrywców”! Myślę, że mogłabyś też pokazać, jak te odkrycia wpłynęły na życie lokalnych społeczności i kulturę, bo to dodaje głębi całej historii
A wiesz, że myślałam o tym? Jednak temat kolonizacji jest tak złożony i bolesny, że chyba zbrakłoby mi czasu i odwagi. Ale zachęcam Cię do samodzielnych badań, jeśli Cię to interesuje.
UsuńŚwiat składa się z wielu warstw i wielu aspektów dotyczy jego odkrywanie.
Ja staram się przedstawiać te najaśniejsze.
Serdecznie pozdrawiam.🤗
Willema Janszoona nie znałam, więc tym bardziej fajnie się dowiedzieć czegoś nowego:))
OdpowiedzUsuńCzłowiek uczy się całe życie!
Aborygeni mieli pecha, tak jak Indianie... Zbyt przyjażnie nastawieni...Stracili ziemie i wolność...
Obecnie mają się lepiej, niż przeciętny obywatel: ludność tubylcza ma zwolnienia podatkowe, stanowią prawo na swoich terenach i egzekwują je, mają wsparcie państwa dotyczące opieki zdrowotnej i edukacji). Potomkowie mają lepiej, ale trzeba było wielu lat, by świadomość wzrosła i ludność rdzenna otrzymała te przywileje.
UsuńChociaż tyle, że potomkom się poprawiło...
UsuńAle co przeszli kiedyś, to ich...
W sumie ciekawe jakby świat wyglądał, gdyby nie te wszystkie przejęcia ziem...
Jakby się rozwinęli😏
Może świat byłby bardziej przyjazny? Mniej zaniedbany? Może nie byłoby tyle cierpienia? A rozwój byłby bardziej zrównoważony?
UsuńJako Australijczyk dorzucę dwa kamyczki...
OdpowiedzUsuńJ. Cook - jego żegluga na Pacyfiku w latach 1768-1771 została zorganizowana przez Brytyjskie Towarzystwo Geograficzne i nie miała na celu odkrywania lądów lecz obserwację przejścia planety Wenus między Ziemią i Słońcem - to miał być ostateczny argument udowadniający słuszność teorii M. Kopernika.
Król Jerzy III dał Cookowi tajną instrukcję: sprawdzić czy tam istnieje ogromny ląd, jeśli tak to zbadać czy jest tam coś wartościowego i w porozumieniu w miejscową ludnością wziąć ten ląd w posiadanie w imieniu brytyjskiego króla.
Cook wykonał zadanie po łebkach - wysłał na ląd 2 biologów, którzy nie znaleźli niczego wartościowego, Aborygeni rzucili w kierunku statku dzidy, statek odpowiedział strzałami w karabinów raniąc kilka osób.
Nie ma dowodu że kpt Cook stąpnął na australijską ziemię i dopiero na odjezdne, na malutkiej wyspie u północno wschodnich brzegów Australii, postawiono maszt, wciągnięto brytyjską flagę, oddano salwę z muszkietów i "wzięto odkryty ląd w brytyjskie posiadanie". Wyspę nazwano - Possession Island.
Po powrocie do Anglii kapitan Cook zreferował to wydarzenie i angielski Parlament uznał to za królewską samowolę - królowi nie wolno było zajmować żadnych lądów bez uprzedniej zgody parlamentu.
Czyli kolonizacja Australii przez Anglików była NIEWAŻNA.
Inna sprawa, że Anglicy uznali Australię za teren bezwartościowy i przeznaczyli go na kolonię karną żeby rozładować londyńskie więzienia.
P.E. Strzelecki - powtórzę komentarz umieszczony na blogu Jotki --- Edmund Strzelecki trafił w wiele miejsc, również do obu Ameryk, ale również był świetnym organizatorem pomocy dla głodującej Irlandii - rok 1847. Anglia zebrała nawet spore fundusze na ten cel, ale wiele marnowali utytułowani filantropi.
Strzelecki wpadł na świetny pomysł - rozdzielać żywność w szkołach. W ciągu kilku miesięcy do szkół zapisano 150,000 dzieci. Jednocześnie rodzice mogli poświęcić czas na pracę zarobkową.
Więcej tutaj ==> https://mtkosciuszko.org.au/english/heroes2.htm
Tak, rzeczywiście pierwsza wyprawa przy okazji szukania "Tajemniczej Ziemi Południowej" pozwoliła Cookowi zaobserwować na Tahiti przejście Wenus przez tarczę słoneczną (w ten sposób można było obliczyć odległość tej planety oraz Ziemi od słońca).
UsuńW tamtych czasach nie było innych dowodów jak: pomiary, mapowanie i zapiski w dziennikach pokładowych. Także myślę, że lądowanie Cooka 29 kwietnia 1770 roku w Botany Bay (okolice dzisiejszego Sydney) jednak się odbyło.
Inna sprawa to ogłoszenie tych ziem własnością brytyjską jako Nowa Południowa Walia. To rzeczywiście było bezprawie, jednak nikt się wtedy tym nie przejmował.
Osobiście postać Pawła Edmunda Strzeleckiego bardzo lubię, ponieważ użył swojego majątku i talentów w służbie ludzkości. (Mógł przecież inaczej). Narcyza Żmichowska w swojej "Powieści ze wspomnień dziecinnego wieku" wspaniale opisała swojego krewniaka, lecz znamy tę postać z korespondencji i licznych badań naukowych. Strzelecki nie był zwykłym turystą, gdziekolwiek był tam badał ziemię: topografię, geologię i minerały.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.🤗
Muy interesante. Siempre es bueno aprender. Te mando un beso.
OdpowiedzUsuńSiempre vale la pena conocer una historia interesante. Te mando un beso.😘
UsuńW swoim wpisie zawarłaś naprawdę sporo ciekawych informacji, szczególnie te o naszym Edmundzie Strzeleckim.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Jestem dumna, kiedy mogę pisać o naszym rodaku jako o odkrywcy i filantropie. Serdecznie Cię pozdrawiam.🤗🫶
UsuńŚwietny wpis — dziękuję za jego zamieszczenie! Australia od dawna mnie fascynuje. Gdy przerabialiśmy ten kraj w szkole (być może jeszcze w podstawówce), bardzo zainteresowała mnie jego geografia oraz postacie odkrywców, dlatego doskonale zapamiętałem nazwisko Strzeleckiego oraz Górę Kościuszki. W tamtym czasie czytałem także niezwykle pasjonującą opowieść o Pustyni Simpsona. Niespełna dziesięć lat później, z ogromnym zainteresowaniem, obejrzałem w telewizji film dokumentalny o Australii, w którym ponownie pojawiły się wątki Strzeleckiego, Góry Kościuszki oraz wypraw na Pustynię Simpsona — wszystko to bardzo mocno utkwiło mi w pamięci.
OdpowiedzUsuńKiedyś o mały włos nie pojechałem do Australii, ponieważ mój kolega pracował w Nowej Zelandii i zaproponował wspólną wyprawę na ten kontynent. Ostatecznie jednak jego pobyt miał trwać zaledwie tydzień, co — przy ogromie i różnorodności Australii — wydało mi się zdecydowanie zbyt krótkim czasem na sensowne zwiedzanie. Nota bene, dwie osoby, z którymi przez osiem lat chodziłem do szkoły podstawowej, od wielu lat mieszkają właśnie w Australii.
Australia jest wyjątkowa. Szkoda, że ta wyprawa nie doszła do skutku. Wydaje się, że sam lot jest dość długi. Z Chicago non stop 20-22 godziny. Wszystko o czym piszesz jest bardzo ciekawe.
UsuńJa muszę poczytać o Aborygenach, ich kulturze i wierzeniach, bo zainteresował mnie ten temat, a mało jeszcze wiem.
Mam sąsiada z dzieciństwa w Australii.
Jak to się mówi świat mały. 😉😊
Spójrzmy w przyszłość!
OdpowiedzUsuńMad Rockatansky to niewątpliwie potomek polskiego twardziela w Australii. Kto wie, czy jego pradziadek nie wdrapywał się na Górę Kościuszki? Samotne wędrówki i walka ze złymi ludźmi, autostrady i pościgi. No i oczywiście- sam Mel!
Mad miał młodszego/starszego kuzyna w USA, Kowalsky mu było. Ten też się lubił ścigać na szosach, co zostało udokumentowane w filmie"Znikający punkt". Był jeszcze Funky Koval, ale ten gość, to stara i inna historia.
Znanym podróżnikiem był Tomek(zapomniałem nazwisko), którego przygody opisane są w"Tomku w krainie kangurów"). Także nie tylko Strzelecki.
A kto wie, czy i nie Krokodyl Dundy? Ten zakochał się w Polce i nawet z miłości wleciał za nią do USA.
Polskie ślady...
trapez
Spójrzmy!
UsuńMela to nikt nie przebije! Sam przeciwko całemu Hollywood. A jednak wypłynął.
Zachwycił Cię "Znikający punkt"? Ja wczoraj obejrzałam "Jedną bitwę po drugiej" i zaliczyłam małe rozczarowanie. A to przecież oscarowy film!
Według mnie o Strzeleckim powinien powstać film. A nie w kółko lektury szkolne kręcą.
Znalazłam w swojej bibliotece "Tomka na tropach Yeti" Alfreda Szklarskiego. Nie wiem jakim cudem? Chyba ktoś się pozbył i przygarnęłam. Nic jeszcze nie czytałałam z tej serii. To raczej była chłopięca literatura.
Ciekawe czy wciąż jest na czasie? Krokodyl Dundi, Koval...
Różnorodność Twoich zainteresowań doprawdy mnie zadziwia.
to normalka u dojrzewającego chłopca-
OdpowiedzUsuńprzygody, seks i ponętna sąsiadka bibliotekarka, 40dziestka z nylonami ze szwem! czarnymi!
aha, zastanawiają się w Australii nad nazwą Góry Kościuszki, ma powrócić ta aborygeńska, no i dobrze!
Szklarski? To oszust i propagandysta, ale jego Tomek Wilimowski to zuch nad zuchy! Podobnie jak niejaki Halik, pilot od Georinga, no ta bene.
O Kapuścińskim nie wspomnę! a tak się pięknie czyta te bzdury wyssane...
Strzelecki, pewnie że tak! ale historia pewnego pikniku spod wiszącej skały nie daje mi spokoju. kurde ba lanse.
trapez
Mel, no, jego wiara ...
Ale jaka ciekawa byłaby Twoja biografia! A może już jest? 🤔
Usuńnic o tym mi nie wiadomo, ale alimenty płacę regularnie i cieszę się wolnością i szacunkiem.
Usuńo Strzeleckim wiedziano by więcej, ale kazał spalić swoje pamiętniki. Całe szczęście!
Oho, odkrywcy! i to przez O.
Mam nawet na oku wyjątkowego, o wspaniałej oficjalnej "biografii". Czas pokaże, czy w dalszej Twej ciekawej podróży trafisz na kontynent afrykański. Być może sprawię Ci miłą niespodziankę?
Swoją drogą Australia powinna podzielić się swoim złotem z Polską(dla głodujących dzieci), skoro złoża odkrył nasz wielki rodak. Ale ukazała się już inna historia w wersji australijskiej- to złoto odkrył ktoś inny!
według polskiego biografa(Paszkowski)E. Strzelecki był genialnym samoukiem, a że kazał spalić swoje dokumenty, to nie wiadomo, jak tam było. Na salonach cieszył się powodzeniem wśród ważnych pań, taki pocieszyciel z niego był. No to i więcej mógł załatwić spraw dla potrzebowskich. Ciekawe, czy był na Grenlandii?
Kogóż, ach kogóż okryje tym razem nasza Basia Kochana?
trapez
"Żmichowska wspaniale...", tak, między innymi, że wyrzekł się polskości i został Anglikiem. Nikt oprócz światłych Geografów o nim nie słyszał, został milionerem i dostał za zasługi dla Anglii tytuł baroneta. Brylował na salonach angielskich i był filantropem. Wszystko przez zawiedzioną miłość do kobiety, która poznała jakiegoś lowelasa, a naszego odkrywcę puściła "w trąbę". Ach, te kobiety! Gdyby nie Sapieha, który przysponsorował Strzeleckiego, gdyby. Ale wersja musi być inna, no to jest.
UsuńBiografia Paszkowskiego ukazała się w j. polskim dopiero w 2019 r. i zdaje się, że nie zdążyła trafić jeszcze "pod strzechy". Ale chciałbym zastrzec, że to być ja-trapez, rysuję jakieś fałszywe figury i moje źródła(do weryfikacji!) są niewiarygodne. Wtedy odszczekam. A co o Strzeleckim napisał historyk polskiego pochodzenia z Australii? może warto by się pochylić i skonfrontować.
Jakież to straszne czasy zaborowe spotykały naszych rodaków-odkrywców. Conrad, Malinowski, Piłsudski i wielu, wielu innych.
trapez
a można sprawdzić, zanim
Usuńz trapeza nie wyjdzie romb, czy inny kwadrat
UWAM Poznań 2021r.
-sprostowanie plotek kuzynki Żmichowskiej przez prof. W. Słaboszyńskiego(1957 r.)
-recenzje dwóch książek australijskich
1953 r. G. Rowson(azaliż tylko dobre intencje)
1961 r. paszkwil H. Heney
o naszym "obywatelu świata"- Strzeleckim.
i na deser pozycja L. Paszkowskiego, który poświęcił 40 lat, aby dotrzeć do prawdy.
w sumie, jakaś kwadratura koła się wykreśliła
za co przeprasza
trapez
p.s. na specjalne życzenie -zawsze do us€ług!
Do Polski P.E.Strzelecki prawdopodobnie wrócić nie mógł , ponieważ zdezerterował (z wojska pruskiego). Służyłbyś w armii u zaborcy przeciwko swoim rodakom? W dodatku jeślibyś wiedział, że to nie dla ciebie? A może szukałbyś innej ścieżki kariery gdzie indziej? Pierwszym razem zakochał się w kobiecie, już związanej z innym mężczyzną i siostra ratowała go od skandalu. Innym razem do małżeństwa (z Aleksandryną Turno) i wspólnej ucieczki nie doszło, ponieważ ojciec wspomnianej panny przyłapał uciekinierów. O innych kobietach z salonów nie wiadomo? Może nie zdążył ich aż tyle mieć? Strzelecki nie był do końca samoukiem. Pobierał nauki w Polsce i na uniwersytetach w Anglii. Prawdopodobnie tytułu nie uzyskał, dlatego ten trop się urywa.
UsuńO Afryce nie pisałam bezpośrednio, ale pisałam o odkrywcach w starożytności. A także Portugalczykach (np. Bartolomeo Diaz oraz Vasco da Gama), którzy zmapowali wybrzeża tego kontynentu.
Dziękuję za Twoją pracę własną. To znaczy, że temat Cię w jakiś sposób zainteresował.
Może nawet przeczytasz którąś ze wspomnianych książek? ;)
Pozdrawiam.
Może przeczytam, a może nie, ale to nie ja podjąłem się tematu -E. Strzelecki, tylko Ty. Gratuluję, że przeczytałaś Żmichowską i jest wspaniale. Owszem, moja"praca własna"jest tylko dla mojej wiedzy, z którą ośmieliłem się podzielić i coś uzupełnić. Nie potrzeba dziękować, bo niby za co? że mam żądzę wiedzy? Oczywiście, z wielkim zainteresowaniem przeczytałem nie tylko Twoją notkę, ale i parę komentarzy... . To nas łączy-chęć poznania, nieznanego Polaka, który był Wielki. Dzięki Tobie-tu i teraz.
UsuńDlatego polecam, proszę przeczytać materiał UAM Poznań 2021 r. P. E. Strzelecki :"Podróże -odkrycia-prace". Zdjęcie okładki wykonał Gibson, nie Mel-ale jakiś Stuart Gibson. Bo zakupić biografię o Strzeleckim napisaną przez L. Paszkowskiego, to już wydatek pewien jest.
Jak bym musiał, to bym służył, tak jak nasi dziadkowie w PRL-u, a nie tylko prapra.... pod zaborami. Przysięga wojskowa w PRL - warto znać tekst(obowiązująca np. w 1974 r), odsyłam, to Cię może zaskoczyć.
Sprawy łóżkowe? Eeee...
Prawdopodobnie to on większość swoich dokumentów spalił...
trapez
Piszę o tym, co przeczytałam, a ty o czym piszesz? 😃
UsuńW PRL z zasadniczej służby wojskowej można było być zwolnionym, gdy komisja orzekła kategorię D, czyli całkowicie niezdolny do służby wojskowej. Ponieważ służba wojskowa wiązała się z wielomiesięcznym przeszkoleniem, falą i ideologicznym bełkotem oraz składaniem przysięgi wierności z sojuszniczymi armiami (radziecką), to młodzi ludzie prześcigali się w pomysłach, aby wymigać się od tegoż wojska. Sposoby były różne. Najlepiej było mieć znajomego medyka, który mógł wystawić odpowiednią dokumentację medyczną pozwalającą na zwolnienie. Jeśli po 18 roku życia chciałeś się dalej uczyć, to służbę wojskową miałeś skróconą, dlatego wiele młodych ludzi, aby uniknąć pełnej służby w wojsku, składało dokumenty do szkół wyższych i studiowało. Pozytywnym skutkiem tego kombinowania był więc wzrost liczby osób wykształconych.
O prikazie Jaruzelskiego, choćby. Pobór dotyczył wszystkich do 27 roku, którzy nie byli w wojsku i się nie uczyli. Nawet jedynych żywicieli, rolników i całej reszty, którzy nie mieli przysięgi wojskowej. chyba tylko kryminalistów nie brano pod uwagę?Żony pobranych w kamasze dostawały ok. 4 tys. zł na m-c, w tym na dziecko. Służba dwuletnia, a jak nastał stan wojenny to ją przedłużano nawet do pół roku w niektórych JW. Po studiach też brano młodych ludzi, to byli tzw."bażanty"....."Składało dokumenty"i zdawano egzaminy wstępne, a w owych czasach na wydziały humanistyczne było nawet 4 chętnych na jedno miejsce. Piszę o tym co przeżyłem, tylko nie pamiętam, czy jako 6 letnie dziecko, czy jako ojciec w kamaszach. Dziwne, a może czytałem pamiętnik dziadka? Najlepiej było zacisnąć zęby i czekać na przepustkę(co 3 tygodnie). Pozytywnym skutkiem było przeszkolenie w zakresie obsługiwania się bronią, a Polska dysponowała ogromną armią rezerwistów. Jako mięso armatnie? Poza tym były to stracone 2 lata życia, spędzone wśród fali, złodziejstwa, grach hazardowych, gnębienia kotów i pijaństwa. Potem to już był stan wojenny i dopiero wtedy zaczęło się wielkie kombinowanie, godz. milicyjna i inne wydarzenia historyczne z wojskiem na czele.
Usuńtrapez
p.s. na studia to się składało dokumenty raz w roku. Chyba? Zaraz tak po maturze. Do wojska były dwa pobory w roku, plus tzw. "dzikie pobory". Także w wojsku były koty, dziki, wicki, dziadki, rezerwa, a nawet"cywile"w mundurach z dodatkowym żołdem i paczką papierosów gratis. Zorganizowana branka na ruski wzór.
trapez
p.s. 2 jakby o jakieś szczegóły to śmiało wal! Aha, zapomniałem o cenzurze. Była specjalna komórka w kancelarii JW, gdzie czytano korespondencję szwejów, no i obowiązkowe oglądanie dziennika tel.
To super, że jako dziecko PRLu masz tyle wiadomości. 😃 A zaradność (spryt) to bardzo porządana cecha w życiu. Wiem to i ciągle się tego uczę. Mimo wszystko nie zawsze warto być pokornym. Niektórym udawało się zwiać nawet z Auschwitz, albo uratować tam kogoś od śmierci. Zawsze jest jakiś wybór i lepiej żeby tak pozostało. 👍
UsuńNo.
UsuńZaradność i spryt, to jednak za mało, żeby poradzić sobie z poczuciem bezsilności. Przebywając pod zamknięciem...To przerażające uczucie jest, rodzi najniższe instynkty w ludziach. Inteligencja wskazuje drogę, jak uciec z matni, piekła, i czego tam jeszcze..., z Alcatraz? I wiara...
Ciekawym kogo wkrótce odkryjesz i ..., pewnie jesteś już na tropie? Bez kontrowersji się nie obędzie z mojej strony, ale to nic złośliwego..., tylko misja edukacyjna i normalna metoda konfrontacji i weryfikacji źródeł. Zgoda?
trapez
pozdrawiam
Jeśli to nic złośliwego, to jak najbardziej można komentować.
UsuńJasne!
UsuńChciałem iść na całość, ale...
trzeba trzymać fason i przestrzegać zasad. szkoda.
żartowałem.
pozdrawiam.
trapez
Ale jak to bez zasad? Dzięki zasadom coś działa, ludzie koegzystują ze sobą, jedzenie jest smaczne.
UsuńJeśli gotujesz obiad, dajmy na to zupę toskańską, kolejność dodawania składników, czas i przyprawy nadają potrawie odpowiedni smak. Można oczywiście eksperymentować w kuchni, ale ogólne zasady gotowania powinny być zachowane. Pozdrawiam, pozdrawiam.
gotować uwielbiam!
UsuńSwojego czasu raki, żaby..., inne technologie
Moim kuchmistrzem jest pan Okrasa, a on w swoich pichceniach wciąż łamie przepisy, żadnych zasad. One, te zasady są po to, ...
Albo pieczona ryba, większość ją smaży, gotuje, marynuje, kisi, wędzi i co tam jeszcze. Ale czas solenia jest różny. Pychotką jest rybka nie solona i pieczona, cała obtoczona w soli. Taki solny kulebiak, niby. Młotkiem rozbijam skorupę ... Jakiś przepis z Andaluzji, czy innego regionu.
Ogólna zasada gotowania, to ta, żeby się cuś zagotowało(100 st.C), ale nie koniecznie. Niedogotowane potrawy, to tak, jak metaforyczne teksty, niedokończone, symboliczne. Trzeba pomyśleć, jakby to dokończyć i wyszło cacy lala. Taką czerninę na ten przykład, żeby krew się nie zważyła? Jest wiele możliwości.
Zachciało mi się surówki z kiszonej kapusty, wygrzebię co nieco z gara, może trafię na ćwierć głąba, albo renetę. Szarą.
Nie mogę spać, a TU akurat o zupie! o 3 rano! Jadłospis odkrywcy, np. w selvie biały człowiek(z pewnym doświadczeniem)umiera z głodu! Był taki słynny Francuz, Raymond, Raymond...
czas na kapustę!
trapez
Nigdy takiej ryby z soli nie kosztowałam i bardzo jestem ciekawa jak smakuje.
UsuńCzerniny też nie i nawet nie wiem do czego można ją przyrównać?
Według mnie kapusta pasuje do ryby.
Jest tak.
UsuńZbieram przepisy na polewki. Staropolskie. Z czasów, kiedy nie dotarła do Polski ani włoszczyzna, ani kartofle itd.
Czernina to czarna polewka z"Pana T.", może? Ja gotuję na słodko-kwaśno, a najlepsza krew jest z kaczki, lub zająca. Złamałem zasady i do wywaru(mięcho kacze, zajęcze-to u nas rarytas) wrzucam bakalie, susz; jabłka, śliwki, gruszki i wiśnie z porcją soku. Makaron domowy, grubo krojony, ale ugotować ziemniaki(połówki)osobno! Najlepsze były tzw. janki, jankesy, czerwone... No i krew. Ale sama nazwa, wiadomo.
W Stanach pstrąg jest popularną rybą, chyba plus zioła plus zioła i najlepsza jest tzw. w Polsce"brudna sól". Do pieczonego pstrąga polecam polewkę piwną, gorącutką z imbirem - na te mroźne dni. Szybko, prosto, tanio i zdrowo!
smakowitości życzę.
trapez
Wybór ciekawy, ale dietetycy trąbią, żeby jeść kolorowo. Co o tym sądzisz?
Usuńmam zestaw obok kompa, przegryzam, zakąszam:
Usuń-śliwki świeże, pomarańczyk, modra kapusta w leciutkiej zalewie octowej, pasta z rybki wędzonej(trawel, czy coś tam), sok pomidorowy z dodatkiem soli morskiej i chili, szklanka kefiru, szklanka wody z limonką, pepsi w szklanej flaszce 200 ml, wafelki czekoladowe...
dziś wyjątkowo, bo
w kuchni smażymy pączki...
będą z serkiem, z marmaladą śliwkową i oponki. Wczoraj ugotowałem gulasz warzywny: seler, por, marchew, pasternak, groszek zielony i puszka całych pomidorów bez skórki wleciała do rondla. "Przeżera się". Plus kasza gryczana z kapką oliwy greckiej.
Prawdę mówiąc trąbię na dietetyków, wysiłek fizyczny to naj... . Już się spociłem...
trapez
Trewal przepraszam, ani makreli, ani dorsza wędz. nie było w sklepie - granda i skandal! Trewal, mm, niezły. Chlebek razowy z masełkiem, ujdzie...
Usuńtrapez
I niech Ci będzie na zdrowie!
UsuńDziękos!
Usuńprzeżyłem...
trapez
Następny post w weekend.
UsuńBardzo ciekawe tematy poruszasz.
OdpowiedzUsuńLubię fabularyzowane wersje podobnych historii.
Pozdrawiam serdecznie
Dziękuję Moja Enklawo. Też lubię taką historię. Często podaje nam się ją w piłguce (albo jako pasmo sukcesów, albo klęsk), a przecież wielu odkrywców miało podczas swoich podróży spore trudności. Podobnie nasze życie pełne jest przeszkód, ale musimy sobie dawać radę.
UsuńUdanego weekendu, pozdrawiam.🤗🫶
Świetny odcinek serii – czyta się jak dobrą opowieść przygodową, a nie suchą lekcję historii. Fajnie pokazane, że „odkrycie” Australii to proces, a nie jedno nazwisko i jedna data. No i ogromny plus za Strzeleckiego – dobrze, że ten polski ślad wybrzmiewa, bo to naprawdę postać z rozmachem. Czekam na kolejny odcinek „Odkrywców”, bo wciąga coraz bardziej 😊
OdpowiedzUsuńDziękuję Aniu. Będą odkrywcy już niedługo. Bardzo się cieszę, że ten cykl spotkał się z takim zainteresowaniem. Serdecznie pozdrawiam.🤗🫶
UsuńAustralia woła mnie od wielu lat i zawsze coś mi staje na przeszkodzie, żeby tam polecieć, ale kiedyś to zrobię. Właśnie oglądam serial pt. Wszystkie kwiaty Alice, którego akcja dzieje się na tym fascynującym kontynencie. Polecam i przesyłam pozdrowienia!
OdpowiedzUsuńZnalazłam, ale miniserial. Czy to jest "The Lost Flowers of Alice Hart"?
UsuńTak, to jest to. Książkę dałam córce, bo to na kanwie powieści.
UsuńO widzisz! Spróbuję obejrzeć. Dziękuję!🤗🫶
UsuńCiekawe, ile sekretów skrywała Australia, zanim ktokolwiek zapragnął je spisać? I z pewnością była prawdziwym skarbem, zanim ją odkryto. Czasem wolałabym, żeby tak pozostało. To niesamowite ile historii kryje się za jednym kontynentem! A przecież wiele przygód, spotkań i nazwisk odkrywców umknęło w cieniu...
OdpowiedzUsuńTo ciekawe pytanie. Słuchałam ostatnio wykładu na temat wierzeń rdzennych Australijczyków. Okazuje się, że potomkowie Aborygenów wyszli z Afryki i przez Azję dotarli do Australii. Przypuszcza się, że pierwotni nomadzi zachowali swoje wierzenia sprzed tysięcy lat, ponieważ kontynent istniał w odosobnieniu przez ten cały czas. Badając kulturę Aborygenów możemy dowiedzieć się czegoś o ludziach pierwornych i o nas samych.
UsuńAleż to wszystko ciekawe
OdpowiedzUsuńPrawda?
UsuńO odkrywaniu Australii raczej nie mówi się wiele w polskich szkołach. Warto było nadrobić zaległości w swojej wiedzony :)
OdpowiedzUsuńWitaj! Ciekawostki tylko dla chętnych. ;)
UsuńCo za historia :) ileż dzięki Tobie się dowiedziałam
OdpowiedzUsuńSuper. Dziękuję bardzo!
UsuńKolejna dawka ciekawostek. :) W temacie podróży i odkrywców, to w Szczecinie jest ciekawa restauracja "Columbus", ma fajny klimat, można tam podziwiać przedmioty marynistyczne. Jest widok na statki płynące Odrą i oczywiście w ważnym miejscu wisi portret Krzysztofa Kolumba. ;) Jadłam tam kiedyś zupę Magellana, także w menu są również tematyczne dania.
OdpowiedzUsuńKtoś miał pomysł na wystrój i powstała restauracja z bogatą tradycją. Jak smakuje taka zupa?
UsuńTo zupa w stylu meksykańskim, ostra. :)
UsuńO widzisz! Dobrze wirdzieć. 😉😊
UsuńZnałam wątek polski w odkrywaniu Australii. Bardzo interesująco piszesz :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! Mnie historia Strzeleckiego zahipnotyzowała.
UsuńBardzo ciekawe informacje. Czytałam z prawdziwą przyjemnością, tym bardziej, że zaledwie kilka dni temu mój mąż geolog stąpał po australijskiej ziemi 🙂
OdpowiedzUsuńAle fajnie! Dzięki za odwiedziny.🤗
Usuń