poniedziałek, 9 września 2013

Multiple jobs

Z pojęciem "multiple jobs" mamy do czynienia wówczas, gdy ktoś posiada więcej niż jedną pracę i więcej niż jeden zawód, czy fach. Dzieje się tak z różnych powodów:
- pierwszy i zasadniczy to finanse - łączenie kilku zajęć umożliwia większe zarobki,
- drugi to sezonowość - niektóre prace są możliwe jedynie podczas wakacji (zbieranie owoców, praca na basenie),
-sytuacja rodzinna - np. mamusie łączące różnorakie prace dorywcze i opiekę nad dzieckiem,
-praca związana z zainteresowaniami oraz ta o charakterze artystycznym (śpiewanie i granie w zespole muzycznym, prowadzenie zajęć fitness, udzielanie korepetycji, organizowanie imprez kulturalnych, praca przewodnika itp.),
-długoterminowe planowanie kariery, gdzie praca na pół etatu umożliwia np.: opłacenie czesnych za studia, kupienie samochodu  i zdobycie lepszej pracy.

Pokażę wam tutaj taką dodatkową pracę. Ciuchcia zdobi ściany zaprzyjaźnionego domowego przedszkola i jest wykonana przez moją szwagierkę z moją małą pomocą.





14 komentarzy:

  1. Ślicznie Wam to wyszło :) Dzieciaki na pewno zachwycone :)
    Mówisz, że pomagałaś? Może masz w sobie jakiś dotąd nieodkryty talent malarski? :)

    Nowa notka jutro lub pojutrze :)

    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po co komuś jakiś talent, skoro nikogo nie cieszy i nikomu nie stara się dzięki niemu pomóc?

      Usuń
    2. Oj... Przykro to słyszeć :(

      Usuń
    3. Ja się cieszę, że mogłyśmy razem coś robić, to czemu tobie przykro?

      Usuń
    4. Bo Twoja poprzednia odpowiedź jest taka smutna, więc pomyślałem, że chyba nikt się nie cieszy z tego co zrobiłyście. Być może odniosłem mylne wrażenie :)

      Usuń
  2. I to iguana? Fajne te zwierzaki, chwilkę musiałam się gimnastykować przy niektórych literach (żeby wydedukować/przypomnieć sobie co to za ptaszyna na Q się zaczyna)...


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malunek nie jest jeszcze skończony. Nie marudź, wagoniki z literką i ze zwierzątkiem zaczynającym się na nią w języku polskim by się prawdopodobnie nie udały. Znasz jakieś zwierzątko na "ą" i "ę"?

      Usuń
  3. Ą, Ę Wąż, węże :D
    :D
    Całe szczęście te literki unikają pierwwszego miejsca...
    Ale fakt, po polsku pociąg musiałby być niekompletny albo mocno przekombinowany...
    A po chińsku pociągu z literkami lokalnymi nie będzie, za to na Tajwanie jak najbardziej ( w zeszłym roku nawet miałam taki na ścianie, żeby szybciej opanować pokręcony tajwański system zapisu...). Tutaj biedne dzieci prawym okiem patrzą na "ejbisidi" a lewym na "bopomofo"... Ale że to ma małe bystre Azjaciątka - to im się nie miesza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam znajomych Chińczyków: kobietę i mężczyznę, tylko, że w mieszanych związkach. I zauważam dokładnie to, o czym pisałaś: żyją skromnie, ale jeśli chodzi o edukacje, to wkładają mnóstwo wysiłku, żeby ich dzieci nie odstawały od reszty, a nawet przewyższały innych inteligencją. Jestem pewna, że tą postawą zawojują świat. Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Myślę, że jeżeli oprócz pędu do wiedzy i pamięciowego zakuwania dzieci chińsko- azjatyckie będą miały wpajane "siedź cicho, nie wyróżniaj się, bądź grzeczny, nie narób wstydu z powodu swojej głupoty" jak to ma miejsce obecnie - to nie zawojują niczego, bo mniej rozgarnięte acz bardziej asertywne je szybko stłamszą.

    Mój tajwański kolega, bardzo mądry człowiek dostał się na studia na Columbia University, kierunek techniczny. Pomimo naprawdę dobrego angielskiego, ciężkiej pracy i niewątpliwych uzdolnień w studiowanej dziedzinie - miał spore kłopoty i o mało nie oblał. Nie dlatego że chlał i imprezował - tylko dlatego, że zanim poukładał sobie odpowiedź na całkiem proste pytania, tak aby formy gramatyczne były jak trzeba, odmiana, akcent, przydech -tak, aby nie zbłaźnić siebie i nade wszystko rodziny łożącej ciężkie pieniądze w edukację... W efekcie - zanim wydusił z siebie "yyy", profesor już pytał następnego, nieco bardziej pozbieranego.
    Mentalność Azjatów (tych dalekowschodnich, których mogę obserwować na żywo) to: be humble, be polite, bez parcia, bez przekrzykiwania - ja ja ja ja wiem. I to utrudnia im zdobywanie świata. Natomiast jako szeregowi pracownicy - są fenomenalni.

    Nota bene - zareklamuję, jeżeli pozwolisz. W Singapurze mieszka od kilku lat niejaka Kura (azjaodkuchni.blogspot.com), której dziecko chodzi do lokalnej szkoły, a poziom szkolnictwa w Singapurze zalicza się do tych najwyższych i wyśrubowanych. Kura też pisze o klasowych chińskich "smoczych mamach" z parciem na nauczanie, i jak taka edukacja wygląda...

    Przy czym - wolę mieć w szkole Azja-kujonków (moja złożona z japońskich megamózgów grupa kursowa podniosła moje kompetencje w dziedzinie władania chińskim o kilometry wzwyż) niż wylajtowane Arabiątka i imprezowych białasów wszelakiego pochodzenia (grupa równoległa, do której po roku nauki wciąż trzeba było mówić baaaaar-dzoooo pooooo-woooo-liiii, choć startowaliśmy z jednego punktu, i to w dodatku studenci lingwistyki byli).

    A na magrinesie. Bopomofo jest koszmarny. Ale Tajwańczycy nie umieją inaczej zapisywać, i jak Młodociany chce mi wytłumaczyć gęgającą wymowę, to musi walić krzaczki, bo "n","l" "m" to jeden dźwięk według niego, podobnie jak "s" i "sz". Myśli xiaoshan - mała górka, mówi - xiaosan - czyli zdrada małżeńska :D ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po co uczą się bopomofo, skoro większość używa pinyin?

      Usuń
  5. Bo bopomofo jest alfabetem fonetycznym obowiązującym na Tajwanie.
    Pinyin, a konkretnie Hanyu Pinyin - zaś po drugiej stronie kanału. Pinyin dla Tajwańczyka to raczej abstrakcja - bo chińskich pinyinów istnieje od groma i trochę. Ogólnie każdy kraj ma swoją romanizację chińskich krzaczków z uwzględnieniem tonalności, i robi się straszliwe zamieszanie.

    Plusy bopomofo - mniej prowadzi na manowce niż pinyin. Jest systemem stricte fonetycznym, i znając krzaczki bopomofo poskładasz tekst mniej więcej tak jak ma brzmieć. Bopomofo naprawdę pomaga w ćwiczeniu wymowy.

    Powrót do przeszłości :D

    http://gong-zhu-majia.blogspot.tw/2012/11/proste-sposoby-na-czytanie-po-chinsku.html
    http://gong-zhu-majia.blogspot.tw/2012/11/proste-sposoby-na-czytanie-po-chinsku_9.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że ktoś chce udowodnić, iż chiński jest do nauczenia. ;)

      Usuń